Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


rozwazania JUSTYNY

piątek, 30 czerwca 2006 9:58
Podobno kocha się nie «za», lecz «pomimo, że...». Często kochamy naszych bliskich, ale czy umiemy kochać siebie? To trudniejsze niż nam się wydaje, bo czasami łatwiej zaakceptować wady ukochanego, niż nasze własne niedoskonałości. Zajrzyj w swoje wnętrze! Napisz za co i pomimo czego kochasz siebie!

Miłość – większość z nas utożsamia ją z gorącym, namiętnym, romantycznym uczuciem (najczęściej) do osoby płci przeciwnej. Czasami wnosi ona w nasze życie dużo szczęścia, innym razem bywa nieodwzajemniona, nieszczęśliwa. Ale ile z nas na dźwięk słowa „miłość” pomyśli o uczuciu do samej siebie?

Wiele osób ma problemy z samoakceptacją. Brak wiary w siebie potrafi bardzo utrudnić życie. Nieśmiałość, niepewność własnych możliwości. A przecież wszystko byłoby o wiele prostsze, gdybyśmy potrafili pokochać siebie takimi, jakimi jesteśmy, zaakceptować swoje wady i ograniczenia, dostrzec i umieć cenić zalety. Od swojego partnera oczekuję głównie tego, co Bridget Jones - by akceptował mnie taką, jaka jestem. A czy sama to potrafię? Uczę się żyć z partnerem, akceptować jego wady, kochać go takim, jaki jest. Gorzej z miłością własną.

Niby mam jakieś tam poczucie własnej wartości, wiem, co potrafię, na co mnie stać, co mogę zaoferować? Ale w dzisiejszych czasach, tak nasyconych konkurencją, łatwo zwątpić w siebie. Bo nie ukończyłam kilku fakultetów, bo nie mam tytułu doktora, nie skończyłam studiów MBA, nie znam biegle kilku języków, nie jestem bogata, nie mam domku z ogrodem i basenem ani sportowego samochodu, bo pracodawcy odrzucają moje aplikacje, bo nie wyglądam jak te wszystkie modelki z reklam, z TV, czasopism, bo nie starcza mi wytrwałości w stosowaniu diety, bo ważę za dużo, bo mam rozstępy, cellulit, nadwagę, bo nie stać mnie na drogie imprezy, luksusowe kosmetyki… Można by tak wymieniać bez końca, dlaczego czuję się gorsza.

A jednak, wbrew pozorom, nie siedzę samotnie w domu i nie rozpaczam nad własną „tragiczną” sytuacją. Chociaż nie spełniam jakichś tam standardów stworzonych przez niewiadomo kogo, jestem w pewnym sensie zadowolona z siebie. Bo nie wyglądam tak najgorzej, wiem, że mogę się podobać, bo jestem wykształcona, znam biegle angielski, pracuję w dobrej firmie i zarabiam nienajgorzej, bo reprezentuję sobą pewien poziom kultury, bo mam przyjaciół i chłopaka. Lubię swoje długie, ciemnoblond włosy, swoje niebieskie oczy, tak znajome rysy twarzy. Lubię siebie za to, jaka jestem, za to, że jestem dobrą przyjaciółką i chyba nienajgorszą dziewczyną, za to, że potrafię kochać i dawać, za to, że mam swoje zasady i staram się nimi kierować w życiu.

Niemniej jednak, muszę przyznać, że kochanie siebie nie przychodzi mi łatwo. Szczęśliwi ci, dla których to drobnostka. Czasami świadomość własnych niedoskonałości jest przytłaczająca. Ale chciałabym o nich zapomnieć, oderwać się od nich, jakby nie istniały. Pamiętać tylko o tym, co we mnie dobre. Wymaga to zapewne pracy nad sobą, nauki dostrzegania własnych zalet. Nie chcę kochać siebie bardziej niż innych, zarozumiałość nie jest przeze mnie ceniona, zbytnia pewność siebie też nie. Być może ta granica między kochaniem siebie a zarozumialstwem bywa czasami cienka i łatwo ją przekroczyć. Jednak mi to nie grozi. Staram się po prostu lubić siebie, uczę się akceptować siebie taką, jaką jestem. Dziwne, że pokochać innego człowieka jest o wiele łatwiej. Sobie i Wam życzę, by to kochanie siebie nie przychodziło nam tak trudno.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Dlaczego przyjaźń boli!!!!!!

czwartek, 29 czerwca 2006 11:22

Dlaczego przyjaźń boli?

Jacek Prusak SJ

Tylko "sterylna" przyjaźń nie boli

Prawdziwe przyjaźnie rodzą się tylko wśród osób świadomych swojego „ja”, zainteresowanych innymi ludźmi, zdolnych do empatii, lojalności i oddania. Wymagają też wyzbycia się – a więc niezbędnej straty – niektórych z naszych rojeń, dotyczących przyjaźni1. Wymagania stawiane wobec przyjaciela są wysokie, a pozbywanie się naszych iluzji związanych z przyjaźnią jest bolesne. To prawda, że nasze przyjaźnie mogą być równie silne, a nawet silniejsze niż więzy krwi czy małżeństwa, ale dzieje się tak wtedy, kiedy poradzimy sobie z naszą wewnętrzną ambiwalencją, seksualnością i zgodzimy się na to, że przyjaciele okazują sobie przyjaźń „w kratkę”. Wyobraźmy sobie, że przyjaźń nigdy nie boli. Jakby wtedy wyglądała? Sztucznie i sterylnie. Byłaby to przyjaźń między ludźmi, którzy bojąc się być blisko siebie, oglądają siebie przez szybę, aby się nie zranić. Ale wtedy, nie chcąc się wystawić na ryzyko bólu i cierpienia, skazaliby się na samotność we dwoje. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie Bolą jednak nie tyle one same, ile procesy ich kształtowania i zmiany, jakie pod ich wpływem i dla ich zachowania dokonują się w ludziach.

Boli, że nie możemy być tylko dla siebie

Nostalgia za prawdziwym przyjacielem jest objawem poszukiwania w naszym życiu takiej więzi, w której doświadczalibyśmy absolutnej miłości i zaufania. Kiedy bylibyśmy połączeni przez podobne pasje i dążenia, a u naszego boku mielibyśmy kogoś, przed kim można odsłonić najciemniejsze zakamarki naszej duszy i zarazem nie bać się, że z jakichś powodów zostaniemy odrzuceni. Takiej osoby pragniemy, takiej osoby szukamy, i tak rozumiemy prawdziwą przyjaźń. Zdaniem Elreda, opata z Rievaulx, „prawdziwie samotnym jest ten, kto nie ma przyjaciela”. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Jednak w najgłębszej nawet przyjaźni zaboli to, że przyjaźń nie jest „sklonowaniem duszy”. Nigdy dwoje ludzi nie może żywić nadziei, że zaspokoją nawzajem wszystkie swoje potrzeby, że jeden stanie się „wszystkim” dla drugiego. Przyjaciela nie „ma się” na własność. Przyjaciela w ogóle się nie „ma”. Z przyjacielem „się jest” i przyjacielem „się staje”. My zaś instynktownie niemal szukamy przyjaciół, aby w ich twarzy zobaczyć siebie. Potrzebę tę szczególnie widać w przyjaźniach z okresu młodzieńczego. Przyjaciele z dzieciiństwa są nam potrzebni, aby odkryć, potwierdzić i skonsolidować to, kim jesteśmy. W tego typu przyjaźnie bardzo silnie wpisana jest potrzeba wyłączności. Dobierając sobie przyjaciela czy przyjaciółkę, szukamy w nich często swojej drugiej połówki – i to nie tylko brakującej, ale i bez skazy. Jeśli jednak chcemy spotkać się z przyjacielem, a nie tylko zatrzymać go przy sobie, musimy w dojrzały sposób zgodzić się na jego „inność” i „odrębność”. A to przynajmniej na początku boli. Możemy bowiem kogoś kochać bez jego wiedzy, ale nie możemy się z kimś przyjaźnić bez jego wiedzy i zgody.

Boli, że bywamy „przyjaciółmi w kratkę”

W każdą przyjaźń wchodzimy ze „skazą charakteru”, która krępuje i ogranicza nasze relacje z innymi. Wynika ona z ambiwalentnej postawy: kochamy, ale i zazdrościmy; kochamy i rywalizujemy. Często jest nam łatwiej współczuć niż cieszyć się szczęściem drugiej osoby, pomyślnością naszego przyjaciela. Czy nie jest tak, że nasze przyjaźnie wygasają w tym momencie, w którym trudno nam już ukrywać przed sobą własną zazdrość? Stwierdzenie: „Obraziłem się na przyjaciela” jest często tylko zakamuflowaną formą przyznania się do tego, że zazdroszczę mu powodzenia, którego już dłużej nie potrafię tolerować. „Inność” przyjaciela może nas bowiem doprowadzić albo do frustracji, albo wdzięcznego zaciekawienia, w zależności od tego, jak potrafimy żyć z wrodzoną zazdrością. Myśląc o przyjaźni zapominamy często o tym, że „względnie łatwo jest być przy drugiej osobie i przyjść jej z pomocą w przeciwnościach losu, ale trudniej wytrwać przy przyjaciołach w ich radosnych chwilach”. Zazdrość to słowo, którego nie kojarzymy z przyjaźnią, bo przyjaźń jest dla nas więzią ludzi sobie bliskich i przynajmniej duchowo równych. Dopiero dojrzewając w przyjaźniach skłonni jesteśmy do tego, aby wyjść poza siebie i nauczyć się patrzeć we wspólnym kierunku. Ponieważ przyjaźń traktujemy często jako promocję naszego wizerunku, boli zobaczenie siebie jako „przyjaciela w kratkę”.

Boli, że przyjaźń to nie czysty altruizm

Dla wielu z nas prawdziwa – może raczej trzeba byłoby powiedzieć dojrzała – przyjaźń jest „zgodnością w prawach ludzkich i boskich, połączoną z życzliwością i miłością względem siebie”. Ale tu czeka na nas kolejna pułapka. Choć przyjaźń nie jest czystym altruizmem, to wydaje się kierować zasadą, „by nie dawać więcej niż drugi jest gotów przyjąć i nie spodziewać się więcej od drugiego niż on może dać”. Ta miara pokazuje, jak daleko można się posunąć w przyjaźni. Należy uniknąć dwóch skrajnych postaw: dawania bez brania oraz odmowy przyjmowania. Są bowiem osoby, które w przyjaźni szukają azylu, aby za wszelką cenę mieć do czegoś lub kogoś prawo, ale chętniej podtrzymują roszczenia niż pozwalają się obdarować. Tacy ludzie sprawiają wrażenie, jakby działali według zasady: „Lepiej żebyś czuł się zobowiązany niż żebym ja miał się tak czuć”. Są i takie osoby, dla których przyjaźń staje się okazją do odmowy przyjmowania, ponieważ zgoda na osobiste korzyści kojarzy im się ze zdradą przyjaciela. Często jednak pod maską takiego altruizmu kryje się subtelne poczucie własnej wyższości i wybrania. Relacja przyjaźni wcale nie musi być identyczna po obu stronach, ponieważ każdy z przyjaciół jest inny, ma własną historię, swój sposób wyrażania uczuć, okazywania sympatii i zaufania. Pomimo całego bogactwa naszej przyjaźni, tego, co do niej wnosimy i jak się tym wzajemnie obdarowujemy, wszyscy musimy się zgodzić na to, że „wchodząc w świat szerszy niż nasze więzy krwi, staramy się nawiązać przyjaźnie bez skazy, lecz te zapoczątkowane dobrowolnie przez obie strony związki, jak wszystkie więzi, przyniosą ze sobą nie tylko radości, ale i rozczarowania”.

Boli, że kobieta i mężczyzna są różni

Nie tak rzadko daje się usłyszeć, że przyjaźń między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa. Takie stwierdzenie boli zarówno mężczyzn, jak i kobiety, którzy uważają je za niesprawiedliwe. Niemniej, przyjaźnie z osobami płci przeciwnej trzeba zawsze w jakiś sposób pogodzić z naszą seksualnością. W tej mierze, w jakiej przyjaźń domaga się od nas, abyśmy trzymali na wodzy nasze pragnienia seksualne, można postrzegać ją, w pewnym sensie, jako więź niekompletną i niedoskonałą – a to boli. Psycholodzy potwierdzają, że przyjaźń między mężczyzną a kobietą występuje rzadziej niż przyjaźń między osobami tej samej płci. Niektórzy z nich uważają, że jeśli niektórym mężczyznom i kobietom uda się nawiązać przyjaźń, to ich związek należeć będzie do jednej z trzech kategorii: a) do przyjaźni przypominających bardziej związek osób tej samej płci, na zasadzie: „Traktuję ją jak siebie albo jak mężczyznę”; b) do relacji o charakterze rodzinnym: „Traktuję go jak brata, ojca, syna” lub c) do związków zaczynających się jako platoniczna przyjaźń, a kończących się jako zamaskowana – nie zawsze do końca – miłość seksualna6.

Więź, o którą trzeba się troszczyć

Przyjaźń jest więzią, która angażuje całego człowieka, a boli to, że musi wzrastać i dojrzewać. Przyjaźń, tak jak życie, ma swoje cykle i pory roku. I choć są one przewidywalne, to nie znaczy, że można je kontrolować. Przynoszą one ze sobą nie tylko radość, ale i smutek. „Nawet jeśli mamy to szczęście i posiadamy jednego, dwóch lub trzech ukochanych i «najlepszych przyjaciół», przyjaźnie – jak uczy nas tego życie – to w najlepszym razie więzi z rodzaju niedoskonałych”. Warto o tym pamiętać, ale jednocześnie troszczyć się o nie.

komentarze (3) | dodaj komentarz

POLECAM.....

wtorek, 27 czerwca 2006 0:05

Pytlakowska Krystyna, Gomuła Jerzy

Zaczatowani



 

ABC uzależnienia od internetu. Autorzy wnikliwie i z dużą znajomością tematu opisują życie na czacie. Sami przez kilka lat wędrowali po przeróżnych internetowych portalach i zatwardziale czatowali. Jednak instynkt obserwatorów - on jest przecież psychologiem, a ona dziennikarką - nie pozwolił im na całkowite zatracenie się w sieci. Postanowili ze swoich obsesji zrobić użytek - napisali więc książkę, opartą na solidnym materiale dowodowym, zastanawiającą, niepokojącą i zarazem fascynującą.
Czy już w niedalekiej przyszłości będziemy przedkładać cyberseks nad konwencjonalną miłość, czy grozi nam uzależnienie od wirtualnych osób, których płeć determinuje jedynie wybór nicka? A może ten świat okaże się dla nas dużo ciekawszy niż realny?
Książka jest ponadto próbą odpowiedzi na pytanie, jak internet wpłynął na naszą psychikę, potrzeby, lęki i marzenia, które pozornie tak łatwo zaspokoić można w sieci... Dowiesz się z niej ponadto czy już jesteś uzależniona(y)? I kto wie, może uda ci się jeszcze trochę o siebie powalczyć...
"Zaczatowani" to również swoiste kompendium internetowych terminów, niezbędnych, by w lot rozpoznawać sieciowe pułapki i nie błąkać się w tym labiryncie. Książkę otwiera rozmowa autorów ze Stanisławem Lemem, który już przeszło 30-lat temu przewidział rzeczywistość wirtualną, kto zatem, jeśli nie on, będzie wiedział, co nas może spotkać w niedalekiej przyszłości...?

komentarze (3) | dodaj komentarz

hakerzy z dyplomem .... a to ciekawe

niedziela, 25 czerwca 2006 13:24
Dariusz Niedzielewski
   
  

Jeden ze szkockich uniwersytetów wprowadził do programu nauczania nowy przedmiot - "etyczne hakowanie". W założeniu profesorów wyedukowani eksperci, będą w przyszłości pomagać firmom i instytucjom w opracowywaniu skutecznych metod przed atakami z sieci.

Uniwersytet Abertay (Dundee, Szkocja) zaoferuje studentom 3 letni kurs, podczas którego będą oni mogli się zapoznać z najnowszymi metodami, jakimi posługują się hakerzy w celu omijania istniejących zabezpieczeń elektronicznych. Odpierając zarzuty sceptyków, Lachlan MacKinnon (dyrektor instytutu informatyki i nowoczesnych technologii na uczelni) przekonuje, że praca każdego uczestnika kursu będzie nieustannie monitorowana, co ma zminimalizować ryzyko niewłaściwego używania nabywanej wiedzy.

MacKinnon zwraca także uwagę, że kurs "etycznego hakingu" trwa trzy lata i pozwala w sposób bardziej dogłębny poznać tajniki informatycznych systemów bezpieczeństwa (w odróżnieniu od krótkich kursów, organizowanych przez prywatne szkoły) i potem wykorzystywać je do ochrony ważnych danych w wielu instytucjach, firmach. Ponadto coraz większą liczbę zagrożeń stanowią programy działające automatycznie (np. trojany), gdzie rola klasycznie pojętego hakingu jest mniej istotna.

Tymczasem wśród "mistrzów tej sztuki" panuje przekonanie, że prawdziwego hakingu nie można się nauczyć poprzez wykłady lub szkolne ćwiczenia - do tego celu potrzebne jest zaangażowanie, talent i wiele doświadczenia.

komentarze (1) | dodaj komentarz

SOBÓTKI

sobota, 24 czerwca 2006 14:31

SOBÓTKI

W dniu 24 VI Kościół obchodzi wielkie święto narodzin św. Jana Chrzciciela, któremu przypada wyjątkowe zadanie wprowadzenia Zbawiciela w życie publiczne. Zazwyczaj Kościół obchodzi uroczystość swych świętych w dzień ich śmierci i narodzin dla nieba. Wyjątek stanowi św. Jan Chrzciciel, który uświęcony został już w łonie swej matki Elżbiety.

Z końcem czerwca, u progu lata, odprawiano niegdyś prastare święta ku czci słońca i miłości, które pomimo rozmaitych zmian, z biegiem czasu, dostosowały się do chrześcijańskiego święta narodzenia św. Jana Chrzciciela, choć Kościół nigdy nie zaaprobował tych zwyczajów, uznawanych za najbardziej pogańskie w ciągu roku. Od dawna w Noc Kupały, czy Noc Sobótkową urządzano swoiste święto ludowe przy palącym się ogniu. Marcin z Urzędowa w końcu XVI w. tak pisał: U nas w wilię św. Jana, niewiasty ognie paliły, tańcowały, śpiewały (...), tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać, ofiarowanie z bylicy czyniąc, wieszając po domach i opasując się nią, czynią sobótki, paląc ognie, krzesząc je deskami, aby była prawie świętość diabelska...

Mimo wszystko, sobótki były bardzo popularne. Widok był to niezwykły, gdy o zmroku, jedne po drugich, zapalały się na wzgórzach i pagórkach ognie, rozbrzmiewały śpiewy, a na polanach rozpoczynały się tańce. Z każdej wiązki przyniesionych ziół - szałwii, dziewanny, bylicy, dziurawca - dziewczęta wrzucały po jednej gałązce do ognia, by ich dym zabezpieczał je od wszelkiego złego. Resztę zabierały do domów, by pozatykać w strzechy chat, stodół i obór. Chłopcy przeskakiwali przez ogień wymachując rękami i wykrzykując niezrozumiałe słowa. Gdy była taka możliwość, szukano po tej zabawie stawów i rzek, by wykąpać się w wodzie, gdyż ogień i woda to dwa żywioły oczyszczające.

Jak podaje Jan S. Bystroń w Dziejach obyczajów w dawnej Polsce, przeciwko sobótkom organizowano specjalne krucjaty, w czym przodowali jezuici. Inną postawę zajmował w tej kwestii znany pisarz i uczony krakowski, ks. Szymon Starowolski (XVII w.), tłumacząc w jednym z kazań, że palenie sobótek jest przypomnieniem palenia bałwanów pogańskich po przyjściu chrześcijaństwa w naszym kraju, a tym samym, ma jak najbardziej chrześcijański rodowód.

Jednak w tych sobótkowych zabawach mało było jakiejś pobożności, śpiewano stare słowiańskie Oj łado, łado i o bogini, co wianki dawała, o topielcach, rusałkach itp.

O północy, w tę jedną, jedyną noc w roku, wyruszano w las na poszukiwanie kwiatu paproci, dzięki któremu można ponoć dostrzec zaklęte, ukryte przed zwykłymi spojrzeniami, skarby. Wiejskie dziewczęta szukały kwiatu paproci nie dla bogactw, ale dla znalezienia dobrego męża. Nie znajdując kwiatu tej rośliny, zrywały inne, może nie tak skutecznie działające, ale też coś warte.

Święty Jan Chrzciciel uważany był za patrona wody. Istniało powszechnie przekonanie, ze dopiero po św. Janie można kąpać się w rzekach bez szkody dla zdrowia. O świtaniu pławiono w świeżo ochrzczonej wodzie konie i bydło, a później przeganiano je przez żar dogasającego ogniska, aby zmora nie męczyła tych zwierząt. Czyszczono przydomowe studnie, wrzucając do nich sól poświęconą w dzień św. Agaty, żeby w wodzie nie było robactwa i nieczystości. Do zwyczajów świętojańskich należało też puszczanie wianków na wodę. Często, w środku takiego wianka, umieszczano świecę. Takie świecące wianki na wodzie nocną porą robiły wspaniałe wrażenie. Czuwający w łodziach młodzieńcy wyławiali je.

Wyłowienie wianka wróżyło szybkie małżeństwo. Zwyczaj ten przetrwał najdłużej ze wszystkich zwyczajów sobótkowych, i do dziś jest urządzany w miastach i wsiach leżących nad brzegami rzek. Dziś zwyczaj palenia ognia w wigilię św. Jana zachował się zaledwie w kilku regionach kraju, w innych został przeniesiony na drugi dzień Zielonych Świąt.

z "Kalendarza Rolników 2003"

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tacie- a/n

piątek, 23 czerwca 2006 13:42
Przyszedł Pan

Powoli, spokojnie

dmuchnął....

"Chodź do mnie

i gaśnij Płomyczku" -

powiedział

Poszedłeś, zgasłeś...

a na niebie ?

błysnęła nowa gwiazda...


Ilez to juz lat

zyje Ojcze bez Ciebie

komentarze (4) | dodaj komentarz

jutro Dzień Ojca

czwartek, 22 czerwca 2006 12:56
Dzień Ojca Dzień Ojca - w Polsce tradycja mało - w odróżnieniu od Dnia Matki - ugruntowana. Pierwszy raz Dzień Ojca obchodzili mieszkańcy miejscowości Spokane w USA 19 czerwca 1910. Z inicjatywą tego święta wystąpiła mieszkanka tej miejscowości, Sonora Louise Smart Dodd, która w ten sposób chciała oddać hołd tak swojemu ojcu, którego uważała za niezwykłego człowieka (po śmierci żony sam wychował sześcioro dzieci). Prezydent USA prezydent Calvin Coolidge zaakceptował to święto w 1924, a w 1966 prezydent Lyndon Johnson ustalił datę obchodów w Stanach Zjednoczonych na trzecią niedzielę czerwca. Dzień Ojca jest obchodzony, zazwyczaj nieco mniej świątecznie niż Dzień Matki, w wielu krajach świata, choć w różnych terminach. W wielu z nich przyjęto termin identyczny jak w USA (trzecia niedziela czerwca), ale w wielu termin ten przypada na inny dzień. Na przykład w Polsce święto to (po raz pierwszy obchodzone w 1965) przypada na 23 czerwca każdego roku, ale na przykład we Włoszech 19 marca (dzień św. Józefa), na Litwie w pierwszą niedzielę czerwca, w Austrii - w drugą niedzielę czerwca, a w Niemczech - w dniu wniebowstąpienia Jezusa, który przypada tam na 39. dzień po wielkanocnej niedzieli.

komentarze (0) | dodaj komentarz

powitanie,,,

niedziela, 18 czerwca 2006 21:56

Witam po rozkosznych dwóch tygodniach słodkiego leństwa,,,No jesli myslicie ze tylko sie wylegiwałam na słoncu ,przewracajac sie z boku na bok,,to się  mylicie,,,,Odpoczywałam  bradzo czynnie,,,,duzo chodziłam ,duzo zwiedzałam,,,Najbardziej  przypadły mi do gustu miejscowosci zapomniane przez Boga i ludzi,,,Tylko tam  mozna usłyszec najpiekniejsze ptasie trele,tylko tam potoki szumia najpiękniej ,tylko tam gwiazdy wisza tuz nad głową,,,

I tylko tam mozna usłyszec własne mysli i porozmawiac samej z sobą..,,,

Miałam szczescie poniewaz pogoda mi dopisała,,,Udało mi se takze powędkowac...łapałam  pstrągi jak to w górach,,,,

Udało mi sie takze zwiedzic Pragę,Wiedeń Drezno i Brno.Nie lubie tłumnych wycieczek  wiec  po wyjsciu z autokaru zaraz sie  /po poinformowaniu przewodnika/ ulatniałam, Moje samotne zwiedzanie miało  same plusy ,,Zwiedzałam własnym tempem  to co  chciałam,,,,Miałam czas na oczarowanie i zachwyty,,,POtem  okazywało sie ze samej udało mi sie zwiedzic wiecej....Nie musiałam z obłedem w oczach latac za pzrewodnikiem i pilnowac grupy,,,,Zmiane warty czeskich żołnierzy / gdzie im tam do naszych cudnych wojaków/ zamieniałm naZłotą Uliczkę,,,,a na Moście  Karola spedziałm całe dwie godziny,podczas gdy wycieczka przebiegła go  w 15 minut,,,

 A Wiedeń...wycieczka zwiedzała sposbem  prosze wycieczki  na lewo mamy  ... na prawo mamy... i bieg dalej,,, a ja miałam czas i na wysłuchanieprzepięnych walcy ,,,,i na Prado  i na ogrody ,,,no i oczywiscie  na prawdziwa wiedenska kawe,,,pyszna  ,,,tylko czemu taka droga !!!! 

 

komentarze (1) | dodaj komentarz

do widzenia

niedziela, 04 czerwca 2006 9:58

Jade sobie poratowac zdrowie,,,,całe 21 dni nic nie robienia,,,,

Zadrośćcie mi..... to fajnie,,, wkoncu  ktos mi czego zazdrości,,,

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przodkowie Adama

sobota, 03 czerwca 2006 10:19

SwiatowY bestseller, powiesc o praczłowieku  napisana przez Petru Popescu.

Niezwykła przemawiajaca do wyobraźni fabuła,sugestywny język,barwne opisy,świetne  tempo !...POLECAM

 

komentarze (3) | dodaj komentarz

pochwała kundla

sobota, 03 czerwca 2006 10:11

Kundel.....obecnie  na topie

Wzór niepowtarzalnosci.Trudno spotkac dwa identyczne mieszańce.Krzyzówka róznych ras sprawia,że kundel może  byc inteligentny jak owczarek,wytrzymaly jak rottweiler i piekny jak york.

Wady.  ,,patrząc  na szczeniaka trudno przewidziec jaki pies wyrośnie i jaki bedzie miał  charakter.,wiec od poczatku trzeba zadbac o dobre wychowanie,które nie dopuszcza wątpliwosci ,ze to człowiek jest przywódcą

Zalety,,, inteligentny,wytrzymały,wierny: w wyniku naturalnej selekcji kundel ma zestaw genów dający mu odpornosć

Ważne  kundle zazwyczaj żyją dłuzej niż przedstawiciele większosc ras.....

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 56200

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parap...

więcej...

moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parapsychologia,,,,,i wogóle taki misz -masz.....

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 31.03.2009 23:13:21
  • autor: Ika
  • treść: szary dzięki buzia...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 01.08.2009 13:54:25
  • autor: 8il;,lml,f,,
  • punkty: 100
  • treść: .[ipkp84ui...