Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


dostałam na gg od xyz

środa, 31 stycznia 2007 16:48

 

 

 

 Dotyk wiosny


Poranek pozbawia nocy swe istnienie
Słychać porozumiewawcze serca bicie
Nadchodzi nowiem energii spełnienie
Rodzące się delikatnie, młodzieńcze życie

To wiosny tchnienie zmarłe się odświeży
To co zasnęło odradzać się zaczyna
Co snem wymęczone w silę uwierzy
Splątani miłością chłopak i dziewczyna

Ptak wzleci trelem w dal powyżej istnienia
By tam przywoływać swoją wybrankę
By jej ukazać ich piękne spełnienia
Ujmie swym wokalem swoja kochankę

Kwiaty się zbudzą wydając toń woni
Echem nadejdą odgłosy pieszczotliwe
Każdy wszak za szczęściem swym goni
Czym wiosna nas odżywi tak dobrotliwie

Jeziorem traw bujnych soczystej zieleni
Rozleje się daleko  taflą olśnienia
Wiosny młodziutkiej to pierwszy dzień
By spełnić się mogły wszystkie marzenia

Tam my w krainie uniesień czaru
Oddani sobie by nadeszło trwanie
W samym środku całego gwaru
 I Tylko nasze baśniowe kochanie.
 
Copyright by ANADAN
Poland  Jan. 30.2007

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nie

niedziela, 28 stycznia 2007 18:20

Kiedy mała jeszcze byłam

Miałam lat moze dwa lub trzy

Mamusia i Tatus nauczli mnie

Zeby nigdy nie mówic NIE

Nauczyli mnie bym zawsze sie zgadzała

Ze wszytskim co mówili

A kiedy sie sprzeciwiałam

za kare do łozka byłam posyłana.

Kiedy więc troszkę podrosłam

MIlutka panienką się stałam

.Nigdy sie nie złosciłam ,

I nigdy nie szalałam.

Wielu przyjaciół niby miałam

Którzy za uśmiech mnie lubili

Ale wiedzieli ,ze jestem z tych

Co wszystko by dla innych uczynili.

Nawet kiedy chora byłam

I naprawde odpoczac chciałam

Gdy ktos o pomoc mnie prosił

Zawsze" TAK" odpowiadałam.

Kiedy dwadziescia lat  skończyłam

Zoną i Matką już byłam.

I kiedy ktos mnie zapytał  jak miewam się

"Swietnie  "

ze słodkim uśmiechem odpowiadałam.

 

Lecz pewnego dnia

GDy wszystkiego juz dosyc miałam

Głos jakis dziwny usłyszałam.

Głos brzmiał  miekko lecz silnie

Wyrzekł tylko jedno słowo

A tym słowem było.... NIE!!!

 

Odtąd juz wiedziałam dokładnie

Co robic powinnam przykładnie.

MOje  zycie zalezało teraz od tego słowa.

Tak wiec kazdego dnia rodzina i bliscy słyszeli:

NIE

Nie,po prostu nie chce

NIe,nie zgadzam się.

NIe,sam sobie z tym poradzisz.

Nie bo to mnie bolało

NI,bo tez jestem zmeczona

Nie,nie zrobię dzisiaj tego.

Dla rodziny było to szok

Dla znajomych zaskoczenie.

Jak mogłam sie zmienic az tak szalenie!?

Owszem,ciagle jestem matką i żoną

Lecz teraz przede wszystkim jesetm SOBA>!

 

 

 

 

komentarze (1) | dodaj komentarz

sama...Lilian D.

niedziela, 28 stycznia 2007 14:52

 

Sama musze pokonac moja samotnosc

Musze zdobyc szczęscie,by odbarowac nim innych.Dwie połowki sa pozbawione wyboru

toteż musza się połaczyc,

by stac sięr całoscią.Lecz dwie całosci,kiedy sie zbiegają,,,,

To piękno .To miłosc

komentarze (0) | dodaj komentarz

o miłosci....

piątek, 26 stycznia 2007 19:51

 

Ludzie skłonni sa nazywac miłoscią ,nawet  takie zdarzenia,jak oczekiwanie kochanki na rogu ulicy,jazde do hotelu,połaczenie sie z kims w jakims pokoju i wyjscie z powrotem.Ale czy to jet miłosc ? . W prawdziwej miłosci  do zespolenia dochodzi sie stopniowo a potem jednym nieoczekiwanym skokiem,Po  chwili purpurowego zuroczenia gdy odzyskuje sie jasnosc mysli ,niepodobna ustalic jak do tegp dpszło.W miłosci prawdziwej spełnia sie komunia  ciał. <Miłość       to najwazniejsze wydarzenie w zyciu.Miłosc to radośc ze samotnosci we dwoje.Miłosci nie nalezy obciazac obowiązkiem ani zmieniac   jej w przyzwyczajenie,

Milosc nie powinna byc hańba.Hanbą  jest opieranie sie miłosci

Wszystko co sie przeciwstawia miłosci -hańbi.Sprzeciwiac sie miłosci .przymuszac kogos do miłosci, sprzedawac ją ,legalizowac pod przymusem  ,,jest zbrodnia przeciwko miłosci

komentarze (0) | dodaj komentarz

utrata przyjaźni....

niedziela, 21 stycznia 2007 20:33

W życiu ciągle kogoś lub coś tracimy. Dość często mówiąc o stracie bliskiej osoby - ma się na myśli ostateczne odejście - śmierć. Często jednak tracimy osoby w emocjonalnym sensie

Dlaczego odchodzą od nas przyjaciele? Dlaczego nawet związki miłości ulegają rozpadowi? Czy to oznacza, że przyjaźń i miłość są czymś nietrwałym?

Dlaczego przyjaźń się kończy?

CHyba dlatego ze taka jest  ej natura. Nic nie jest trwałe, wszystko wszystko zmienia się z upływem czasu. To może banalne stwierdzenie. Jednak nie zdajemy sobie często z tego sprawy, gdyż oczekujemy od uczuć, że będą trwałe. Oczekujemy niezmiennosci.

W pewnym sensie idealizujemy przyjaźń,. Budujemy sobie często ideał prawdziwej przyjaźni Od "prawdziwych" przyjaźni oczekujemy niezmienności. Tak jednak się zazwyczaj nie zdarza.

Zakładając sobie, że przyjaźń, będzie  ulegać zmianom z upływem czasu - możemy czuć się zawiedzeni.Ba ,nie tylko mozemy ,ale sie czujemy.

Wydaje mi się, że najważniejszą przyczyną emocjonalnego bólu po utracie przyjaciela jest poczucie odrzucenia. Czujemy się często oszukani. Nierzadko wyśmiani, zignorowani. Poczucie odrzucenia boli bardzo dotkliwie.

Odejście przyjaciela boli też, bo z reguły nie jesteśmy przygotowani na tego typu stratę. Szczególnie wtedy, gdy mocno zaangażowaliśmy się w dany związek i oczekujemy, że będzie trwały.Ponadto mamy tendencję do idealizowania uczuć miłości i przyjaźni. Wydaje nam się, że "prawdziwa" przyjaźń jest  trwała i na całe zycie.

Jak radzić sobie z bólem po stracie przyjaźni?

Przede wszystkim  trzeba sobie pozwólic  na wyrażenie swoich emocji: żalu, bólu, złości, smutku, rozczarowania. Pomocne może być porozmawianie z kimś na ten temat. Wielu osobom pomaga także wyrażenie bólu w formie pisemnej. Napisanie  listu, wiersza, pamiętnika.

Nalezy też Spróbować zrozumieć osobę, która odwraca się od na  w jakiś sposób. W większości tego typu strat - druga osoba nie chce celowo nas zranić, odrzucić.PO prostu nic w zyciu nie ejst wieczne,,,,

komentarze (10) | dodaj komentarz

Nie pozwól

niedziela, 21 stycznia 2007 0:16

 

 

Nie pozwól abym cię zwiódł
Niech nie zwiedzie cię moja twarz.
Noszę bowiem tysiąc masek - masek, których boję się zdjąć, 
a żadna z nich nie jest mną.

Udawanie jest sztuką, która stała się moją drugą naturą.
Ale ty nie daj się oszukać.
Zaklinam cię na Boga, nie pozwól się oszukać.


Sprawiam wrażenie, że jestem pewny siebie,
Że jestem radosny i nie mam problemów,
Ani na zewnątrz, ani w środku mnie,
Że pewnoć siebie jest moim imieniem, a opanowanie moją zabawą,
Że wody są spokojne, a ja panuję nad wszystkim
I że nikogo nie potrzebuję.

Ale nie wierz mi, proszę.
Z wierzchu moja dusza wydaje się gładka, 
ale ta powierzchnia jest moją maską, 
która wciąż się zmienia i bezustannie skrywa wnętrze.

W środku jednak nie ma ukojenia.
W środku ukrywa się mój umysł - zagubiony, zalękły, samotny.
Ale ja to ukrywam.
Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział.
Przeraża mnie myśl, że moja bezsiła i strach zostaną odkryte.

To dlatego szaleńczo tworzę swoje maski by się za nimi skryć;
Nonszalancka, wymyślna fasada,
Która pomaga mi udawać - chroni mnie przed spojrzeniem,
które Wie.

Ale takie spojrzenie jest moim wybawieniem.
Moim jedynym wybawieniem. I gdzieś, głęboko, ja to wiem.
Jest tak, jeśli podąża za tym akceptacja, jeśli podąża za tym miłość.

To jest jedyna rzecz, która upewni mnie w tym, 
w czym ja upewniam siebie -
Że jestem czegoś wart.

Ale ja tobie tego nie mówię. Nie śmiem. Obawiam się tego.
Obawiam się, że z twoim spojrzeniem nie przyjdzie akceptacja i miłość. 
Boję się, że będziesz mi miała za złe, że będziesz się ze mnie śmiać,
I że zobaczysz moje wnętrze i mnie odrzucisz.
Tak więc gram moją grę - w desperacji.
Z maską pewności siebie na zewnątrz i drżącym dziecięciem wewnątrz.

I tak zaczyna się parada masek, a moje życie staje się linią frontu.
Mówię do ciebie o niczym, słodkim tonem płytkiej pogawędki.
Mówię wszystko, ale to wszystko jest niczym,
Gdyż nie mówię nic, co byłoby wszystkim,
Nie mówię o tym, jak coś wewnątrz mnie roni łzy;
Więc kiedy zaczynam moją grę, nie daj się oszukać moim słowom.
Posłuchaj uważnie i spróbuj usłyszeć to, czego nie mówię.
Co chciałbym być w mocy powiedzieć,
Co muszę powiedzieć, aby przetrwać, ale powiedzieć nie mogę.
Nie chcę się ukrywać, naprawdę!
Nie chcę tej gry zewnętrznych złudzeń, którą gram - gry pozowania.

Chciałbym raczej być szczery i spontaniczny - być sobą,
Ale musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę,
Nawet jeśli zdaje ci się, że to jest ostatnia rzecz jaką chcę.
Tylko ty możesz zerwać z moich oczu 
tą zabójczą kurtynę duszącej śmierci.
Tylko ty możesz przywołać mnie do życia.

Za każdym razem kiedy próbujesz zrozumieć, 
i dlatego że naprawdę tak chcesz,
Mojemu sercu rosną skrzydła - bardzo małe skrzydła, 
kruche, ale jednak skrzydła.
Z twoją czułością i współczuciem i twoją mocą zrozumienia
Możesz tchnąć we mnie życie.
Chcę żebyś to wiedziała.
Chcę żebyś wiedziała jak jesteś dla mnie ważna,
Jak możesz, jeśli zechcesz, być stwórcą osoby, którą jestem.

Błagam cię - chciej to zrobić. Tylko ty możesz zburzyć ten mur
Za którym ja drżę; tylko ty możesz zdjąć moją maskę.
Tylko ty możesz uwolnić mnie od mrocznego świata paniki i niepewności,
Od mojej samotnej osoby.
Nie omiń mnie obojętnie.
Proszę... nie omijaj mnie obojętnie.

To nie będzie dla ciebie łatwe;
Długie skazanie na bezwartościowość tworzy grube mury.
Czym bardziej się do mnie przybliżysz, 
tym mocniej będę walczyć w zaślepieniu.

Gdyż walczę przeciwko tej samej rzeczy, za którą tęsknię. 
Ale mówią, że miłość jest silniejsza nisz mury, 
a w tym moja cała nadzieja.
Spróbuj, proszę, zburzyć te mury stanowczymi dłońmi,
Ale muszą być one łagodne, 
bo dziecko w środku jest bardzo wrażliwe.

komentarze (1) | dodaj komentarz

miałam racje ?!

czwartek, 18 stycznia 2007 13:58

 

 

Po dłuzszym siedzeniu w domu,wyszałm dzisiaj  z domu.Pierwsze kroki skierowałam do banku.Tam spotkałam znajoma .Poznalysmy sie na wybiego dla psów,Ona wyprowdzała  pieknego wilczura ja swoja suczke Kokse.Psy sie bardzo ze soba lubiły bawic,a my rozmawiac.Znajoma bardzo sie dziwiła ze ja całe zycie pracuje.Ze pracowałam majac nawet małe dzieci.Ona bezdzietna na utrzymaniu meza bardzo sobie chwaliła ten sposób zycia.Faktycznie na wszytsko miała czas.Bardzo dbała o siebie.Rozwijala swoje zamilowania,Duzo jezdziła po kraju i zagranicę.Uwazała ze nie po to wychodzila za maz ,zeby latac do pracy.Według niej maz jest od zarabiania  i dbania o byt materialny  zona od dbania o dom i potrzeby meża. Hmm troszke może  jej i zazdroscilam ale jakos racji jej nie przyznawałam.W koncu  skwitowałam ze kazdy zyje jak nu wygodniej, Jej dobrze tak a mnie tak.

Potem , gdy moja suczka juz nie zyła,kontakty z ta  znajma stały sie sporadyczne. Z nowym psem częsciej  wychodził maz,który w miedzy czasie przeszedl na rente.

Ze znajamoa zamienialysmy czasami  pare zdan spotykajac sie  w osiedlowych sklepach.

Bylam wiec bardzo zdziwiona gdy spytała mnie czy mozemy porozmawiac.Poszlysmy do  osiedlowej cukierni.

Okazało sie ze znajoma od pól roku jest sama. Maz podobno z dnia na dzien spakował sie i odszedł  do innej pani.Powiedzial jej ze dosc ma zycia z kura domową ,która nic nie potrafi,nie rozwija sie,, Dla której kuchnia, scierka i kobiece  czasopisma  oraz plotki sasiedzkie to cały  jej świat.Maz zarzucił jej ze ona go ogranicza ,ze  nie może   z nia porozmawiac  na zaden temat ,ze nie ma zadnych zainteresowan ,,i wogóle to on sie znia nudzi itd itp.

Maz zostawił jej  wszystko caly ich dorobek i zniknał.  Po paru  miesiacach przysłal pozwe o rozwód,bez orzekania o winie. Zszokowana znajoma  zgodziła sie i wten sposób szybko dostakli rozwód. Znajoma teraz szuka jakiekolwiek pracy  bo oszczednosci które zostawił jej maz juz powoli sie koncza.Jest całekim nie przystosowana do zycia samej,Szanse na  prace ma raczej zedne ,poniewaz nigdy nie pracował a,wyksztalcenie ma  tylko ogólne,Od meza podobno alimentów nie może sie domogac ,bo rozwód był bez orzekania o winie  no i  maz zostawił jej wszystko czego sie wspólnie dorobli / oprócz samochodu/

Cóz mialam jej powiedziec.Choc az mi sie cisnęło  na  język,ze chyba to ja miałam racje, wybierajacmoze trudniejszy dla mnie sposób zycia ale przynajmniej zapewniajacy mi niezaleznosc.Wiem, ze zadna kobieta bedac w zwiazku  nie zaklada ze ten zwiazek nie przetrwa,,, ale moze  powinna?

Ja od  młodych lat  bylam nauczona liczyc  zawsze na siebie i tak mi juz pozostało.

Ilez kobiet rezygnuje z samodzielnosci,poswiecajac caly swój czas  rodzinie.Sa kucharka,opiekunkami, sprztaczkami ,ksiegowymi itd itp.Robią  to z poswieceniem   a potem ? POtem oakzuje sie ze bardzo czesto  po kilkunsatu latach   a czasami i dłuzej,,zostają z pustymi rekami.Okazuje sie  niepotrzebne nikomu ,sa nieprzystosowane do zycia samodzielnego,rozgoryczone ,przegrane.Wiec mzoe nie warto az tak poswiecac sie rodzinie..Rezygnowac na dobre z pracy zawodowej,pozbywajac sie zabezpieczenia na potem?

 

komentarze (2) | dodaj komentarz

tylko karaluch ?

czwartek, 11 stycznia 2007 15:07
Rozmowa przed snem dinga z karaluchem

Mowie wam, nie spałem dobrze. Zjadłem troche kiełbasy przysmażanej i popiłem to piwem i colą. Paliło mnie w żołądku, nie spałem dobrze. Na dodatek zachciało mi się sikać w momencie gdy już prawie przekroczyłem tą cienką granicę między jawą a snem. Nie zapalałem światła, nadziałem pampucie i poczłapałem do wc. Grzecznie umyłem ręce, wracałem do łóżka gdy dotarło do mnie że żołądek wciąż mnie troche pali. Doraźna pomoc to mleko, mleko jest w lodówce, lodówka w kuchni stoi. Udałem się więc w wiadomym kierunku. Zaświeciłem światło, przecieram oczy, kche kche, kaszłem sobie nieco. Nagle patrze, i widze jak środkiem kuchni sunie karaluch. A Feeee, jak ja nie lubie robactwa. Częściowo chociaż zadowolony że jestem w kapciach przymierzam się żeby prasnąć podeszwą szkodnika, gdy nagle usłyszałem cichy pisk:
- Nie rób tego.
„zwariowałem?” pomyślałem.
- Kto do mnie mówi? – zapytałem z niedowierzaniem.
Patrząc na karalucha który zatrzymał się i wlepiał we mnie swoje ślepia, jeśli w ogole jakieś miał czułem że czas zatrzymuje się. Patrzyłem na robaka poruszającego nerwowo czułkami i zastanawiałem się czy nie zjadłem czegos czasem podejrzanego wcześniej.
- Ja mówie, co daje Ci prawo mnie zabijać? – zapytał robak.
Stałem tak sobie przecierając oczy, patrzyłem w dół i zastanawiałem się co się dzieje. Stan umysłu rozespanego nie jest tym samym co znamy na jawie gdy jedziemy samochodem przez miasto, albo stoimy w kolejce po toto lotka, byłem w stanie zaakceptować dużo więcej. Po chwili poddałem się, podsunałem krzesło, pochylając się nad karaluchem rzekłem.
- To moje mieszkanie, jestem władny uśmiercić tutaj wszystko, łącznie z samym sobą.
- ty tak myślisz, nie jesteś władny odbierać życia nikomu, wielkośc nie daje władzy jeszcze” – odrzekł robak.
- Kradniesz przeciez moje jedzenie, cholera te wszystkie okruszki które spadają, skórki od kiełbasy, kradniesz to wszystko, roznosisz choroby, nie można was tolerowac” – kontrowałem robaka.
- A czy tobie się wydaje że mi nie zależy na tym aby przeżyć, niedługo będę miała młode, musimy mieć coś do jedzenia.
- Nosz, cholera, zaraz cie rozdeptam, nie będziesz mi tu się zalegac w domu ścierwo jedne” – uniosłem się i dam głowe że już wtedy chciałem rozgnieść ten gadający dziw natury. „Cholera jeszcze będę miał dookoła siebie wszedzie dogadające karaluchy” pomyślałem.
- Myslisz ze my nie chcemy zyc i rozmnażać się, tak samo jak ty, zyjesz sam ale na pewno musial istniec taki moment w którym chciałeś mieć potomstwo, i na pewno nie chciałbys aby ktos rozdeptal twoje dzieci” – odrzekl karaluch.
- Z taka polemika trudno się nie zgodzić, nie mniej jednak cholera wiadomo jaka jest rzeczywistość, nikt nie chce mieć w domu robaka. – odparłem
- Zastanów się przez chwilę, jesteś wierzący ? – zapytał karaluch
„Wkraczamy na śliskie grunty” – pomyślałem.
-Tak, jestem, a przynajmniej staram się być, przestrzegać systemu wartości. – powiedziałem
Zaczałem huśtać się na krześle wahając wzrokiem to na lampe to na robaka na dole, tak sobie wspominam ten właśnie moment. Pomyślałem wtedy że to wszystko nie ma takiego dużego sensu jak wtedy gdy leży się na trawie, po głowie biega lekko piwo a noc będziesz spędzać z miłą panią. Tak, wtedy przyszłość i wszystko wygląda składniej. Siedząc w kuchni, gadając z robakiem, nie czułem się jak cześć otaczającego mnie świata, raczej jak biomasa.
- Czy uważasz że wolno zabijać, co mówi twoja religia, co z miłosierdziem? – zapytał robal.
- Tak to jest jedna strona medalu, a z drugiej mam sobie czynić ziemie i zwierzęta poddane, to jest zabijać je i zjadać – argumentowałem
- No dobrze, ale co, chcesz mnie zjeść, mnie i moje 16 młodych które niedługo miałam złożyć. Przeciez chyba nie gustujesz w naszym gatunku – przekomarzał się karaluch.
- Toczymy rywalizacje o to samo żarcie, moje żarcie moja droga. Jak twoja rodzinka zeżre moje jedzenie to ja sam zdechne.
- Tak, mogłoby się i tak stać, nie będę cie okłamywała, prawda jest taka ze gdyby było nas wystarczająco duzo prawdopodobnie nie przeżyłbyś, to fakt. Ale to o co proszę dzisiaj to nie dokarmianie nas. Jedynie ta jedna łaska, puść mnie wolno, chce żyć. – prosiła mnie matka.
Myślałem nad tym co powiedział robak, prawda była taka że nie znosze zabijać żywe stworzenia, oczywiście o takich rzeczach nie pamieta się gdy komar czleka gryzie albo pchła, ale tutaj ..
- Co Ci pomoże to że teraz Cie nie rozdeptam, przecież jutro już zrobi to ktoś z domowników – powiedziałem
- Może, ty też nie wiesz czy jutro nie rozdepcze cie jakas ciezarowka albo inne istoty ludzkie, sam tego tez nie wiesz, ale popatrz gdybyś mogł przezyc jeden dzien wiecej to czy nie pragnąłbyś tego, sam powiedz.
Zrobiło mi się żal, tym bardziej ze niestety miał racje. Zawsze jest ktos kto nas może rozdeptac i kogo my możemy.
- No dobrze, ale załóżmy ty się uratujesz, niedługo twoje dzieci będą tutaj biegac i będziesz patrzyc spod lodowki jak je rozdeptuje, naprawde tego chcesz? Mieszkanie niedługo pojdzie pod wynajem, ja mógłbym tolerowac gadające karaluchy w kuchni, ale obawiam się o klientow. Widzisz wiec ze nie ma opcji na wasze tutaj przezycie. Jaki jest sens utrzymywania minimalnej populacji probojacej się odrodzic i caly czas wybijanej przez mieszkańców?
- A jaki w ogole jest sens zycia? Ciagle się przeistaczającego, umierającego, rodzącego się, istniejącego tylko po to żeby pchnąc dalej cegiełki życia, dalej w otchłani czasu. Jaki? – zapytał
- Z punktu widzenia jednostki nie ma sensu, ale z punktu widzenia życia jako ogółu jest ogromy sens, no przynajmniej dla przetrwania życia, co się zaś tyczy samego sensu życia jako takiego, ja go nie znajduje. Nie wiem. - dodalem
- nie wiesz. Jednostka tez ma sens, patrzysz jak twoje dzieci rodza się, rozwijaja, a potem odchodzisz na wielkie śmietnisko – rozmarzyl się robak – ja wiem ze może to nic, może to brednie, ale to nadaje sensu wlasnie mojemu istnieniu.
- gratuluje – żachnąłem się
- i znowu stoimy w kropce, dla mnie zycie sensu za dużego nie ma, już na pewno twoje, dla ciebie ma duze, wiec ja bym ci je odebral nie dbając o to, ty sobie je cenisz. Mamy pata mój drogi karaluchu!! – zawyrokowałem
- z pata by wynikalo ze przezywa robak – zapiszczał z podlogi.
- Przezywa ale nie w moim domu – odpowiedziałem z uśmiechem bo już miałem w glowie wyjscie z tego pata – Nie ruszaj się malenka!.
Odsunąłem krzesło, wziąłem gazete i szybkim ruchem nabrałem ciężarnego robaka i walnąłem za okno. Mieszkałem na 2 pietrze wiec mala szansa żeby mu się cos stalo. Pomachałem na pozegnanie.
To było najbardziej inspirujące doświadczenie w moim życiu, ale obiecałem sobie że nie będę już dosypywał dziwnych ogrodowych ziarenek do herbaty. Moje życie od tego momentu nabierze rozpedu, potoczy się intensywnie i w dobrym kierunku. Wypilem herbate i położyłem się spac.
Po ziemi, miedzy kępkami trawy dreptał madry i oczytany karaluch. Uśmiechał się czulkami sam do siebie pod nosem mamrocząc w roznych jezykach: „pigeonneau, sucker, dussel”

komentarze (2) | dodaj komentarz

ASHLEY po artykule z RzP

piątek, 05 stycznia 2007 17:33

 

 Ashley ma dziewiec lat Od urodzenia cierpi na chorobe ,która zatrzymała jej mózg na poziomie niemowlęcia.Nie potrafi siedziec,chodzic,mówic ani jeść,Nie ma szans na poprawe jej zdrowia.Rodzice Ashley chca uniknac w przyszłosci borykania się  z ciężką bezwładna kobietą  zdecydowali sie poddac   dziewczynkę terapii  hormonalnej .W maju 2004 roku dziewczynka została naszpikowana estrogenem ,wycieto jej macice i gruczoły mleczne.Dziewczynka  nie urosnie i nie osiagnie  dojrzałosci płciowej. Tyle suche fakty 

 

Rodzice AShley są przekonani ze postapoli słusznie.

Uwazaja ze ta terapia ma na celu poprawienia  jakosci zycia ich córki ,która strasznie kochaja.Uwazaja ze to nieprawda ze chodzi o ich wygodę.Najwazniejsze  dla nich jest to.ze wten sposób usuneli dyskomfort z zycia  dziewczynki. Bez organów płociowych nie odczuje negatywnych  stron wieku dojrzewania.A dzięki temu ze bedzie mniejsza i lzejsza  lepiej zniesie całodniowe lezenie w łożku, a rodzicom łatwiej bedzie  nosic ,karmic i kąpac.Argumentuja swoja decyzje tez tym ze  córka osiagajac   wzrost i wage dorosłej kobiety nie moglaby korzystac z samochodu.I tylko mały wzrost i niska waga  pomogą  jej w prowadzeniue bardziej aktywnego i urozmaiconego zycia.

 

 

A co na to lekarze?

Opinie jak zwykle sa podzielone.

Jedni nazywaja to zwyczajnym terapeutycznym egozimem

Drudzy  uwazaja ze była to najlepsza decyzja.

 A ja  jak zwykle zastanawiam sie  nad tym jakbym ja postapiła.?

I jedyne co mi przyszło na mysl,to podziekowac Bogu ze nie znalazłam sie w takiej sytuacji.

I jeszcze raz poczułam sie wielka szcześciara,ze trudne decyzje jakos mnie omijają.Chociaz raz musiałm podjac  bardzo powazna decyzje.Lekarze  po urodzeniu pierwszego dziecka ostrzegli mnie ze nie powinnam wiecej zachodzic w  ciaze.Ale zaszłam po 7 latach i musiałm podjac  decyzje urodzic czy poddac sie aborcji  / ciaza zagrazała nie tylko mnie  ale i dziecku / Zdecydowałam sie urodzic.Syn długo walczył o zycie  ja tez.,Ja do konca zycia  bede  juz odczuwała skutki tej deczji  ale warto było.Udało się...Mysle ze rodzice maja jakies przeczucia,intuicje  i sami wiedza jak maja postapic..Ale to moje zdanie  i moja decyzja i moje sumienie.

komentarze (1) | dodaj komentarz

i po świetach

środa, 03 stycznia 2007 17:58

 

 

 

Fajnie ze juz po świetach .Takie długie świetowanie wybija mnie z rytmu.Potem przez pare dni szukam siebie.Zakręcona bywam  jak słoik konfitur.Dobrze  ze teraz dłuzsze świetowanie dopiero w maju.Zdaże sie juz porzadnie zmeczyc i   pare dni wolnego bedzie ok.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 56033

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parap...

więcej...

moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parapsychologia,,,,,i wogóle taki misz -masz.....

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 31.03.2009 23:13:21
  • autor: Ika
  • treść: szary dzięki buzia...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 01.08.2009 13:54:25
  • autor: 8il;,lml,f,,
  • punkty: 100
  • treść: .[ipkp84ui...