
Wreszcie przestałam sie przejmowac tym co sobie pomysla o mnie inni.Wreszcie zaczęłąm słuchac siebie,robic to na co własnie mam ochote.Sprzątam dla siebie,ubieram sie dla siebie .I w nosie mam czy akurat moja fryzura podoba sie Joli spod 12 a moje niezbyt czyste okna były powodem goracej dyskusji paniZ i pani M.To moje okna,umyje jak bede miała chęc i już.Przestałam się też przejmować tym ze nie jestem taką babcią ,jaką powinnam byc według babci Hani.Jestem babcią po swojemu i juz.Matką tez jestem po swojemu,Nie zyje zyciem dzieci, cieszę sie że są samodzielne ,że doskonale radzą sobie w zyciu..Nie uszczęsliwiam ich na siłe.Nie narzucam sie swoja osobą ,choc jesli jestem im potrzebna to służe pomocą..Zyje według zasady: "Ufaj sobie.Mysl o sobie.Działaj dla siebie.Mów dla siebie.Bądź sobą.Nie rezygnuj z siebie dla świetego spokoju."Zyje po swojemu i nie przejmuje się tym co pomyslą o mnie inni .Nareszcie czuję sie wolna....pozbyłam się scold"s briddle........
telefon ..dzwoni koleżanka prosi zeby ja odwiedzic,,,źle sie czuje,,, obiecuje ze wpadnę ale nie teraz bo kompletnie nie mam czasu,,,Odkladam słuchawke i zapominam o telefonie,Przypominam sobie po dwóch tygodniach dzwonie ale nikt nie odbiera, Dzwonie po wspólnych znajomych,,,nikt nic nie wie..Wy bieram sie do Danki ,,drzwi zamkniete,,pukam do sasiadów..Okazuje sie ze Danusia od paru dni lezy w szpitalu.Jade,Danka lezy nieprzytomna, Jest samotna,nie ma rodziny wiec lekarze udzielaja mi informacji o stanie zdrowia.Jest źle. Jeżdż ę do Danki codzinnie,ale nawet nie wiem czy ona zdaje sobie sprawe ,ze jestem.Po tygodniu Danusia umiera,A mnie jest wstyd i żal. Wstyd ze nie zaregowałam na jej telefon....ze odkladałam wizyte,,,ach jaki wstyd i złośc na sama siebie.Znowuż coś odłozyłam na potem..
Ojcu przez 35 lat lat nie zdazyłam powiedziec tego co chciałam powiedzieć.Zawsze było cos wazniejszego niz rozmowa z Ojcem.Kolezanki,koledzy ,zabawa szkoła.Odszedł i nie zdazyłam ,,,odkladałam zwlekałam..i juz nie powiem.
Sąsiadka z która tyle lat przezyłysmy w zgodzie ,nagle przestala odpowiadac na moje dzień dobry.Zamiast spytac co sie stało,porozmawiac uniosłam sie głupią dumą .Pzrestałam sie kłaniac.Sasiadka wyjecxhała na drugi koniec Polski,nie zostawiła żadnych namiarów .W rok po jej wyjeździe dowiedzialam sie dlaczego obrazila sie na mnie.Bylo to wielkie nieporozumienie,gdybym porozmawiała spytała się byc moze nasza znajomosc trwała by do końca ...Teraz za późźno sąsiadka nie zyje.
Popełnilam straszne błedy , a nawet grzechy , grzechy zaniedbania.Dlatego juz nigdy nie bede odkładac niczego na pózniej,Bo znowuz mogę nie zdążyc,,,
Mozna zrezygnowac w zyciu z wielu rzeczy.Z bogactwa,domu,pracy, wykształcenia itd.Te rezygnacje uczynią nasze zycie mniej lususowym ,ale zyc sie daNie mozna i nie wolno natomiast rezygnowac z miłosci.Jesli to zrobimy,wtedy nigdy nie bedziemy szczęsliwi .
Bo jak ktos kiedys powiedział
"Kochaj tylko kochaj,dla wszystkich starczy miłosci "
Świąteczny duch nie żyje.Umarł juz kilkanascie lat temu ,a moze jeszcze wcześniej. Okres przedświąteczny stał się czasem wzmożonego popytu rynkowego, który z roku na rok staje się coraz dłuższy. Pierwsze dekoracje i choinki w sklepach pojawiają się już pod koniec listopada. Wszystko to sprawia, że święta tracą na znaczeniu, a w obliczu przedłużanej w nieskończoność "atmosfery świątecznej", te parę dni spędzone z rodziną wydaje się niczym.
Pytanie o to, czy święta się lubi, może wydać się bezsensowne. A jednak istnieją ludzie, którzy odpowiedzieli przecząco. Spośród ponad 1700 odpowiedzi na pytanie w internetowej ankiecie: "Co najbardziej cenisz w świętach Bożego Narodzenia", było aż 23 proc. wskazań: "Nie lubię świąt". Dlaczego?W iększości nie podoba się postępująca komercjalizacja świąt. Święta to nie tylko kolacja wigilijna, lecz także powszechna gorączka zakupów, trwająca cały grudzień. - Gdy tylko widzę na ulicy pierwsze świąteczne dekoracje, chce mi się wyć - mówi dwudziestodwuletnia Ola, studentka polonistyki na UW. - Święta są dla mnie jakimś zbiorowym szaleństwem. Przed finałową kolacją mam wszystkiego dosyć - lamentuje gospodyni domowa.
Dla wielu Boże Narodzenie to po prostu synonim rozleniwienia i nudy. Najedzone godziny spędzone przed telewizorem dopełniają czary rozbicia emocjonalnego. Nic dziwnego, że po takiej tygodniowej kuracji, trudno wrócić do codziennej rutyny wykładów i zajęć. Trzeba więc walczyć z bezruchem. Święta należy sobie zorganizować, i nie wystarczy do tego pasterka.
Święta Bożego Narodzenia mają z definicji być wypoczynkiem i czasem ogólnego wyciszenia.
A są najczesciej obłedem zakupowym,obżarstwem a duchowe przezywanie kończy sie pójsciem na pasterke czesto zachwianym krokiem .
Komercjalizacji świąt nie można uniknąć, ale zastanawiam się kiedy to wszystko się zatrzyma. Czy doczekam takich czasów kiedy największym prezentem świątecznym będzie poświęcenie drugiemu człowiekowi tego czasu spędzonego na poszukiwaniu prezentów. Jesteśmy słabi i ulegamy różnym reklamom. Wmawia się nam bez przerwy że największym dobrem jakie możemy ofiarować swoim bliskim są jakieś przedmioty. Tymczasem tym dobrem może być wysłuchanie innych ludzi. Czas jaki jest nam dany marnujemy tym świątecznym zabieganiem, wymyślaniem 12 potraw zmywaniem sprzątaniem. Podziwiam ludzi, którzy wbrew tej presji organizują wigilijne posiłki dla samotnych i bezdomnych, bo to oni realizują to co jest najważniejszym sensem świąt. Myślę że dużo mogli by zrobić tzw. ludzie kultury występujący w mediach żeby więcej mówili w mediach o duchowym przeżywaniu świąt a nie o tych potrawach i jak się je przygotowuje.
A rola Koscioła ?
Kościół ma bogatą liturgię Adwentu. Odprawiane są Roraty, w wielu parafiach robi się wieńce adwentowe.Mlodziez przygotowuje ruchome szopki.Organizaowane są konkursy koled i pastorałek.Jest to jakas alternatywa przeciwko komercajalizaji tych pieknych Swiąt. Myślę, że wciąż trzeba przypominać, że Adwent nie jest czasem karnawału. Duchowieństwo i świeccy zaangażowani w życie parafii powinni wzmacniać świadomość przygotowywania się i przeżywania świąt w porządku chrześcijańskim
Nie należę do chorowitków .Choruje rzadko i raczej choroby" przechodzę,' Musi mnie już naprawde bardzo zmóc,zebym się położyła.Ale niestety z kazdym rokiem jestem starsza i organizm sie buntuje.Tym razem nie udało mi sie go oszukac i wylądowałam w łozku i na dodatek z L-4.Przeleżałam bite trzy dni,Lezałam i tak sobie myslałam.Choroba chorobą ale najgorsze to że jestem w domu sama ,nie licząc psa.I teraz zrozumiałam powiedzenie " ze nie ma kto szklanki wody podac" Faktycznie mnie nie miał i bardzo mnie to rozżaliło .Chyba uświadomienie sobie tego faktu bardziej wpłynęlo na moje samopoczucie niz sama choroba.Owszem były telefony,czy mi czegos nie potrzeba, czy mam wszystko.Odpowiadałam ze owszem mam wszystko ,niczego nie potrzebuje.I słyszłam westchnienei ulgi po drugiej stronie,,takie cichutkie westchnienie....Faktycznie miałam wszystko ,ciepłe łozko,lekarstwa ,które kupiłam po drodze ,idac od lekarza do domu.miałam tez co" rzucic na ząb."Chociaz jedzenia akurat najmniej mnie intersowało.Brakowało mi obecnosc drugiej osoby.Brakowało mi pytań j,,jak sie czujesz?,Lepiej już,, może chcesz soku a moze zmierz goraczke idt itp...Czyli brakowało mi kogos kto by się sie mna poopiekował...Ciezko jest chorowac w samotnosci oj cięzko ...POczułam sie taka niepotrzebna,,taka zapomniana , taka niczyja.....
No cóz musze sie przyzwyczaic zeteraz bede tylko "SAMOSWOJA"
Kiedy umiera nam ktoś bliski, czujemy ból, rozpacz, czasem gniewPrzeżywamy emocje. Które negatywnie oddziałowują na nasz organizm.Powinnismy się od nich uwolnić. Niewyrażone uczucia zalegają w nas i odbierają radość życia. Są jak toksyczne osady na dnie zbiornika z krystaliczną wodą. Pewnego dnia miara się przepełnia i zalewa nas trucizna.Dlatego mówienie komus. ze nie należy płakac,ze należy pogodzic się ze strata bliskiego ,że płacz nam nic nie pomoze,jest duzym błedem.
Płacz oczyszcza. Dzieci wiedzą co robią, że tak dużo i często płaczą. Płakania warto się od dzieci uczyć. Zwłaszcza wtedy, kiedy przydarza się nam coś, wobec czego tak naprawdę wszyscy jesteśmy bezradni. Płacz - jest najlepszym lekarstwem. Oczywiście nie w samotności, tylko w ramionach kogoś bliskiego, , kto nie będzie wzywał do powstrzymywania łez i będzie naprawdę towarzyszył w smutku. I będzie cierpliwie czekał az się wypłaczemy.
Tak własnie zrobiła moja przyjaciółka. Przyleciała niedawno ze Stanów do kraju,i pierwsze co , przyszła do mnie,Złożyła mi kondolencje, ja oczywiście się rozpłakałam i zamiast pocieszenia usłyszałam: płacz kochanie płacz..Po raz pierwszy od śmierci męza płakałam długo, serdecznie,płakałam aż się zanosiłam..Przyjaciólka ocierała łzy ,tuliła , a gdy zmeczona płaczem zasnełam ,była przy mnie ,by po przebudzeniu uraczyc mnie kawa i twardą gorzką czekoladą .Ta czekolada to od zawsze była nasza pocieszanka .Przyjaciólka była ze mna tylko jedna dobe,ale pomogła mi bardzo..Pomogła mi tym ze po prostu była i pozwoliła mi płakac.
Jeśli jest się we dwoje ,to szczęscie jest podwójne
jesli jest się samemu
to szczęście omija Cię szerokim kołem.
Anioł Wiary przypomniał mi , że czasem trzeba cierpieć, znaleźć się nawet na dnie piekła swoich własnych emocji. Potem nadchodzi czas szcęścia i nauka prawdziwej wiary w siebie.
Jeszcze nie tak dawno pisałam ze jestem szczęsciara.Teraz juz wiem. W zyciu należy byc pokornym.Moje szczęscie trwało krótko...Inne szczęscia bede przeżywac teraz cichutko.Nie bede sie nim afiszowac.Los bywa okrutny i chyba nie lubi chełpienia sie szczęsciem.
Zdrada....co to jest ? niby wszyscy wiemy,,,ale czy na pewno.Przeciez nie istnieje jedna definicja pojecia zdrady.Dla niektórych nie jest nia przelotna przygoda,bo przeciez" chodziło tylko o seks " bez zaangazowania uczuciowego.Ot taka mała chwila zapomnienia...Dla innych nie musi dojsc do zdrady fizycznej bo juz namietna rozmowa telefoniczna,czy namietne czatowanie jest juz zdradą ,której sie nie wybacza.Do zdrady przyznaje sie w POlsce ponad 30 % facetów i około 16 % kobiet,Przyznaje ...ale prawdopodobnie zdradzajacych jest duzo więcej.Na ogól wiekszość osób, które zdradziły ,lub zdradzają nie przyznaje sie do tego.Milczą bo uwazają że dzięki temu nic sie nie zmieni w relacji ze stałym partnerem.Zdrada jednak zawsze zmienia osobe ,króra zdradziła i rzutuje na zwiazek mimo ze partner nic o tym nie wie.
POwiedziec wiec o zdradzie czy nie?Jezeli zdrada przeradza sie w romans a potem w poważny związek i gdy podejmuje sie decyzje o odejsciu od współmałzonka...trudno sie do niej nie przyznac..Natomiast w sprawie przygody na jedna noc ...lub kikudniowego "zgrzeszenia" w sanatorim lub w podrózy słuzbowej ,zdania są podzielone nawet wsród psychologów.Wiekszosc uwaza ze lepiej nie,jesli sa szanse ze sie o tym partner nie dowie.Nalezy to zachowac dla siebie.Dlaczego ta druga strona ma cierpiec?Dlaczego chcąc się uwolnic od poczucia winy, mamy sie nie liczyć z wrazliwoscia partnera ?!.
Inni psychologowie uwazają natomiast ,ze jesli chce sie uratowac swoje małżenstwo nalezy wyznac prawde i prosic o przebaczenie.
Według nich ZDRADA każę przyjrzeć się temu, co jest miedzy partnerami nie tak"
Przy własciwym podejsciu zdrada może wzmocnic związek i uzdrowic go.Zdrada zmusza partnerów do obudzenia sie z letargu,wyrywa ze spokojnego trwania w "letnim" nudnym choc zasadniczo "udanemym zwiazku"Zdrada moze sprowokowac partnerów do analizy związku i pracy nad jego jakoscią.Ale jest to chyba sposób zbyt trudny i bardzo kosztowny,,,
Czyż nie lepiej po prostu ze soba rozmawiac,rozmawiac i rozmawiac,,,?
" Na dnie serca pozostanie zawsze slad,
Kiedy Ciebie juz nie bedzie tu,
Na dnie sreca pozostanie ślad,
Zachowam go
Powrotów nie bedzie.co było nie wróci - wiem ,
Nie spotkamy sie juz wiecej
To los-los tak chciał"
Zegnaj i do zobaczenia kiedys tam.....
Panny sa porządnickie ..wiec ciagle wpadaja w amok porządkowania.Porzadkuja wszystko co sie da.J a do tej pory jakos nie byłam typowa panną.Porzadki nie były tym co akurat lubilam robic.Ale ostatnio i mnie dopadł bakcyl porzadkowania.Zaczelam od szuflad....skonczyłam na telefonie,,,,Tak tak na telefonie,,,Skrzynka przepełniona kontaktami,,,Zaczełam usuwac,Jedne usuwałam bez zastanowienia.Nad innymi reka zadrzała...ale usunełam.Został jeden,,,do którego przymierzałam sie kilka razy...usuń...ale w koncu zostawiłam...Nie na długo jednak Po trzech godzinach zastanawiania numer został wykasowany,Powiecie ale głupia to tylko numer telefonu...
No własnie tylko numer albo az numer...bo skoro go mam a raczej miałam w kontaktach to znaczy ze ten ktos był dla mnie w jakis sposób ważny .Był ...wiec juz nie jest?....Hmmmm raczej ja juz nie jestem dla tego kogoś nikim szczególnym.... .... teraz juz nie bedzie mnie kusic zeby zadzwonic ,puscic sms, ,,, Nie bedzie ? numer wykasowałam z telefonu ale jak go wykasowac z pamieci...Tu nie mozna jednym stuknieciem,,,usuń....
Dostąpiłam przywileju,jakim jest lekceważenei swojej nie uniknionej starości...Bez lęku spogladam na pierwsze objawy szkód jakie wiek zaczyna zostawiac na moim ciele.A to tylko dlatego ze ktos mnie kocha.Poklepuje sie po brzuchu ,który juz dawno przestał przypominac deskę , po brzuchu nie tak juz umięśnionym,poniewaz ktos mnie kocha.Z melancholią spogladam na stopniowe flaczenie ramion ,,,poniewaz ktos mnie kocha. Wioteczenie twarzy,kurze łapki...siwiejace włosy...No tak,,bardzo to dotkliwe....ale może nie az tak bo przecież ,,,,ktos mnie kocha.Nie przejme się więc zadną niedoskonałością mojego ciała dopóki ktos bedzie mnie kochał....
Kochaj mnie....
Ciało kobiety wywayła pewna aure ,jakiś wabiacy sygnał albo promieniowanie..usłysząłam rozmowę dwóch facetów .I chyba cos w tym jest.Magnetyzm tkwi w kazdej kobiecie,chociaz niektóre nie wyczuwaja jego obecnosci iw ogóle nie potrafia go wykorzystać.Nawet nie wiedza jak wiele traca z zycia. Za to inne umieją tym promieniowaniem manipulować kierujac je w okreslone miejsce..najczesciej do płci przeciwnej. Oczywiscie ,jedne kobiety przyciagaja męzczyzn silniej,innes łabiej,ale wbrew powszechnemu przekonaniu,ów magnetyzm wcale nie zależy od urody,I bardzo czesto zdarza się że brzydula przyciaga wiecej facetów niz zimna lalka z nogami do samej szyi. Ów magnetyzm dany kobiecie przez nature z wiekiem może zmieniac zasięg,jednak nigdy nie zanika.Niedoswiadczone dziewczatko czy staruszka,niosa w sobie ładunek tajemnicy i tylko od nich zalezy czy ten ładunek zadziała.Pozostaje on wciele kobiety do ostaniego tchnienia,Szkoda wiec ze dzisiejsze kobiety tak szybko traca swoja kobiecosc,chcac dorównac facetom. pod kazdym wzgledem.Róznica płci zasadza sie juz tylko na tym ze faceci golą twarze a kobiety nogi...,,a kokieterie i zaloty nazywa sie teraz molestowaniem seksualnym....
Oto wypowiedzi ineternautów zebrane przez Kwartalnik
| Czego najbardziej się boimy |
Boję się samotności. Tego, że kiedyś zabraknie bliskich mi osób, że nie będzie przy mnie nikogo, z kim mogłabym pogadać, podzielić się moimi radościami i smutkami. Ktoś, kto mnie zna, może pomyśleć, że jestem monotematyczna. Możliwe, ale ja po prostu wiem, czym jest samotność i jak ciężko z nią żyć. Monia Co do strachu, to boję się nieuleczalnej choroby, mojej i bliskich. Panicznie boję się braku pracy za dwa lata i... nudy, bezcelowości. Obawiam się opinii innych, "co sobie pomyślą", że mogę zranić ich, powiedzieć coś, co się nie spodoba. Niki Tłumu. Ślepo pędzącego tłumu ludzi, naśladującego i nie myślącego. W ekstremalnych warunkach zdolnego do wszystkiego. Boję się, że może przyjść kiedyś taki dzień, w którym ci, z którymi dzisiaj żyjemy w normalnych relacjach, obrócą się przeciwko nam, zapominając o "wczorajszym" dniu. Dizdek Boję się o moją najbliższą rodzinę. O moją żonę i dzieci. O nic innego w życiu się nie boję. Moje obawy o najbliższych związane są z ich chorobą i śmiercią. A chyba najbardziej obawiam się wypadków komunikacyjnych. To zwykle taka niespodziewana śmierć, do której nie można się przygotować. Myśl o własnej chorobie, czy śmierci nie jest dla mnie specjalnie dolegliwa. Jestem już prawie gotowy. O sprawy materialne nie boję się wcale i jestem gotowy na wszystko. . Oli Boję się, że mogę być dla kogoś złym świadectwem. Daria Zazwyczaj dziewczyny boją się myszy, pająków, nietoperzy we włosach i tego że na starość będą grube. Zastanawia mnie czy jestem dziewczyną, bo żadna z tych rzeczy nie jest dla mnie straszna. Boję się natomiast popełniania błędów. Boję się też śmierci, ale nie swojej własnej, lecz tych, którzy są mi bliscy, a nie znają, albo nie chcą znać Boga. Strachajło ze mnie, bo boję się też kompromisów ze światem. Agnieszka Samotność, to jest to czego boję się najbardziej, mimo że mam wielu znajomych i przyjaciół, na których mogę polegać, a przede wszystkim mam Przyjaciela w Górze, który mnie nie opuści nawet, gdy odejdą moi ziemscy przyjaciele. Obawiam się życia bez osoby, która zawsze będzie blisko i będzie dla mnie oparciem nawet w najtrudniejszej sytuacji. Kati Najbardziej na świecie boję się samej siebie. Wiem, że jestem nieprzewidywalna i nieobliczalna. Potrafię zrobić coś, za co innych sama bym znienawidziła. Na szczęście są wokół mnie ludzie, którzy nie boją się mnie i potrafią zwalczać to coś, co tkwi we mnie. anna Boję się samotności. Czasu, kiedy nie będzie przy mnie najbliższych mi osób. Bardzo boję się podejmowania odważnych decyzji w moim życiu. Boję się bólu fizycznego. Chyba najbardziej boję się takiego momentu, kiedy mój lęk będzie większy od mojej wiary w Boga. Megi Szczerze mówiąc to jest tego sporo. Mam lęk wysokości, ale już nieraz dane mi było skakać po drabinach. Boję się burzy, ale nie raz dane było mi "spacerować między piorunami", np. z metalowymi częściami namiotu, który należało jak najszybciej złożyć lub rozłożyć. Boję się podróży, publicznych wystąpień. Pan Bóg zasadniczo prowadzi mnie w miejsca i stawia przed zadaniami, których się boję, by potem przeprowadzić mnie przez mój strach. Mogę więc bać się tylko tego, że kiedyś Mu na to nie pozwolę, ale i to nie jest takie pewne, bo co może mnie od Niego odłączyć... Tom Apatii i braku chęci do życia. Krzysiek Śmierci swoich bliskich, nagłych wypadków, rozstań z kochanymi osobami. Mam 20 lat, więc mam nadzieję, że założę rodzinę, będę mieć dzieci. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby któreś z nich odeszło wcześniej niż ja albo mój przyszły mąż. Boję się tragicznych wypadków. Śmierci boję się najbardziej. Jako chrześcijanka nie wiem, czy można całkowicie pozbyć się rozpaczy, która towarzyszy pożegnaniom z najbliższymi, zwłaszcza, gdy ktoś umiera w wyniku tragicznego wypadku lub w bardzo młodym wieku. Nie wyobrażam sobie swojego życia po takim wydarzeniu. Kinga "Kocham, więc nie muszę się bać" - ten tekst daje mi pewność, że strach może być mi obcy. Ale, niestety, jestem za słaby, żeby się nie bać. Boję się wielu rzeczy i sytuacji. Najbardziej boję się samotności, tego, że nie będzie przy mnie nikogo. Boję się zagubienia, ale wiem, że dzięki Bogu mogę niwelować strach. Mogę zaufać Panu we wszystkim. On zabiera strach. Grzegorz Umierania, nie śmierci, ale umierania. Tomek Boję się swojej bezradności w obliczu głupoty, chamstwa, wulgaryzmów i okrucieństwa. Boję się, że nie dość potrafię pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują. Marysia Życia. Lidia Chciałabym wiedzieć, jak zupełnie wyprzeć strach z życia. Dlaczego? Bo strach stanowi ogromną jego część. Gdy byłam mała, bałam się zagubienia w tłumie. Dziś boję się samotności, odrzucenia, porażki. Boję się mówić o tym, co czuję innym ludziom, którzy mogą mnie odrzucić, wyśmiać, a to boli najbardziej. Boję się bólu i tego, że zbyt często staję się, przez swój strach, konformistką. W szczególności boję się tego, że w tym strachu minie mi całe życie i będę jak zarządca, który zakopał jeden talent w ziemi - nie wykorzystam danego mi przez Boga czasu i możliwości. Hania Losu Ja Najbardziej boję się sytuacji, w których bliskim mi osobom stanie się coś, w czym ja nie będę im wstanie pomóc. Boję się sytuacji, kiedy wiem, że jestem bezradna wobec cierpienia innych ludzi. Ewa Myślę, że najbardziej boję się, wszystkiego nad czym albo nie mam kontroli, albo z czym sobie nie radzę, albo co zdarza mi się zawalać. Jan Podobno wszyscy boją się śmierci, a chrześcijanie radośnie maszerujący w jej objęcia to wybryk natury. Ja boję się rozczarowań, śmierci moich wrażeń, wyobrażeń, własnych teorii czy marzeń, często długo i misternie tkanych. Ich unicestwienie kończy życie w oszustwie, ale rodzi cynizm, zgorzknienie, surową ocenę innych, siebie... Boję się, że kiedyś nie będę miała już siły, aby podjąć ten ponadludzki wysiłek emocjonalny i akt woli, aby iść dalej i tkać z innych materii. Alina Najbardziej boję się, że nie odnajdę samej siebie w każdej dziedzinie mojego życia. Chcę zdążyć odnaleźć siebie, aby móc odnaleźć wszystko inne. Dorota Samotność, to jest to, co mnie najbardziej przeraża! Pustynia myśli, gestów, wrażeń, życie dla nikogo... Dlatego chrześcijaństwo tak mnie zafascynowało. Przy Bogu nigdy nie będziemy czuć się samotni, On jest przeciwwagą tego, czego się bałem i boję. On jest dla wszystkich i dla mnie jednocześnie... Paweł Zwykle nie zastanawiam się nad tym, czego się boję. Czasem ogarnia mnie lęk przed przyszłością, przed tym, że mogę stracić kogoś bliskiego, zdrowie, pracę. Obecna sytuacja w naszym kraju nie napawa optymizmem. Ale pomimo wszystko staram się iść naprzód, w modlitwie, wytrwale. Lucyna Boję się ludzi. Boję się zranienia, zobojętnienia. Tego, że się ode mnie odwrócą, gdy będę ich potrzebować. Boję się po prostu zaufać. Krysia Testów, egzaminów, sesji, wykładowców. A w dalszej kolejności bezrobocia, samotności, utraty zdrowia, starości. Kajetan Starości. Zmarszczek, bezwładnego ciała, zależności od innych, tego, że bez czyjejś pomocy nie będę w stanie sama wstać, ubrać się, zrobić sobie śniadanie. Boję się być człowiekiem - rośliną. Halina Najbardziej boję się, żeby nie stać się dla kogoś ciężarem w przypadku porażenia mózgowego. Przez wiele lat opiekowałam się matką po wylewie, więc rozumiem, co to znaczy mieć obok siebie kogoś, kto się troszczy. Ja nie mam nikogo. Janka Boję się, że wszystko, co robię i tak nie ma większego znaczenia dla nikogo, poza mną samą. Nie przeraża mnie to, że czegoś się boję, ale że w którymś momencie mojego życia, to wszystko przestanie być dla mnie istotne i zupełnie mi zobojętnieje. Czuję, że bać się, to tak jakby być przekonanym o tym, że się żyje. Ewa Od pewnego czasu drzemie we mnie jakiś dziwny lęk przed tym, że zabraknie wokoło mnie ludzi. Boję się samotności, i nie chodzi mi o samotność typu kawaler czy panna, ale o taką samotność kiedy nie ma się do kogo odezwać, kiedy wszyscy życzliwi ludzie są gdzieś daleko... . Mati Boję się miłości. Absurd? Możliwe, ale dla mnie zaangażowanie emocjonalne wiąże się z utratą niezależności, kojarzy się ze zranieniem, z jakąś formą uległości, bezbronności. Boję się, że jeśli okażę uczucia, zostanę odrzucona. I tego, że jeśli miłość przeminie, będę musiała na nowo uczyć się samodzielności. Noemi |
"Lepiej być mądrym i brzydkim, czy pięknym i głupim?"
Na pierwsza myśl odpowiedź powinna być prosta i oczywista, że lepiej być mądrym. Niestety, jednak, jakby się dłużej zastanowić i drążyć temat, to odpowiedź nie jest taka prosta, bo tak na prawdę, piękni mają łatwiej na tym świecie, niż inteligentni i mądrzy. A mądrość może się wydawać przereklamowanym produktem, reklamowanym przez idealistów, którzy w ten sposób podnoszą sobie samoocenę nadrabiając braki w urodzie. A co mądremu, po mądrości?! Zaraz to się rozpanoszy, zechce czegoś więcej od życia - spełnienia, jakiś idei czy czegoś tam jeszcze co sobie ubzdura, a takiemu "gupiemu" do szczęścia wystarczy kasa i kosmetyki, żeby utrzymać urodę na stare lata. Ogólnie rzecz biorąc to ten "gupi" nie myśli o głodzie w Afryce, nie stawia sobie pytań natury egzystencjonalnej, a wyrazy dłuższe niż 3-zgłoskowce powodują konsternację (A co to znaczy?) i przegrzanie neuronów.
Ale i tak ten temat jest o wiele bardziej złożony. W tetewizorni mozemy ogladac program "chcę być piękna", gdzie kobiety maja fundowane operacje plastyczne, aby lepiej się czuły w swoim ciele, jednak bohaterki tego programu nie są "gupie", a jednak kompleksy na temat swojego wyglądu nie dawały im spokoju, wręcz miały duży wpływ na ich psychikę. Ktoś może powiedzieć, że te kobiety są "puste", bo przykładają taką wagę do takiej wartości jak wygląd zewnętrzny. Ale czy takie są? Ja szczerze wątpię.
Uwazam ze najwazniejsza jest samoakceptacja. Ważne żeby umieć siebie pokochać, ktoś kiedyś powiedział: "Nie można kochać innych, nie kochając siebie samego". Myślę, że ma racje. Zaczynając naprawiać świat, zacznijmy od siebie, jeżeli siebie w pełni zaakceptujemy, pokochamy siebie, będziemy w stanie pokochać innych.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Mimo wszystko najlepiej byc pieknym i madrym i jescze do tego bogatym
Plotka jako rozpowszechniana treść niekoniecznie będąca w zgodzie z prawdą. Odbiorca nie jest w stanie zweryfikować prawdziwości plotki, ponieważ nie jest w stanie dotrzeć do jej źródła, nie może dotrzeć po nitce do kłębka... plotka jest powielana przez dużą ilość osób; nie można znaleźć osoby, która zrobiła z prawdy plotkę - w którym momencie nastąpiła modyfikacja prawdziwego stwierdzenia i dodanie do niego treści mających na celu uatrakcyjnienie przekazu... plotka to broń. Osobnik posiadający trochę zdolności komunikacyjnych jest w stanie za pomocą środowiska wręcz zniszczyć drugą osobę "puszczając plotkę". Gęsta sieć powtarzających tę wiadomość zapewnia mu ochronę; wystarczy, że nikomu nie powie o swoim planie i wymyśli sobie, że od kogoś ją usłyszał... i powtórzy kilku osobom... Jednak plotka musi być subtelna, nie może być gołym kłamstwem, bo to się nie uda... musi w świadomości każdego ocierać się o prawdę... nie musi być prawdą, wystarczy, że dotyczy podobnych, kontrowersyjnych tematów, że traktuje o niewyjaśnionych sprawach, wreszcie że ujawnia to, co chcemy wiedzieć, a nie to, co było naprawdę... jakie jest zamierzenie osoby, która jest producentem plotki? Zabawa? Marne to wytłumaczenie, jeśli weźmie się pod uwagę możliwe skutki, które czasem mogą być tragiczne. Życie czyimś życiem, celowe wnikanie i zdobywanie informacji w celu zdobycia materiału na plotkę. Zjawisko przybiera formę paradoksu, kiedy dochodzi do jawnego handlowania plotkami! Tak, to ma miejsce - wymiana plotek, sztuka za sztukę, kwestia rozpoczynająca się zwykle o słów "a słyszałeś, że..." za inną kwestię o tej samej konstrukcji. Ci ludzie przywodzą mi na myśl klasycznych papparazzi, którzy zrobiliby dosłownie wszystko za "ciekawe informacje"... okropność. To przestaje być ludzkie. Walczę z tym zjawiskiem. Ten rynek działa, i ten sam rynek można wykorzystać jako doskonałą broń społeczną. Umiejętne karmienie dezinformacją, napędzanie całości. To jest kocioł, w który każdy zagląda, i dosłownie każdy przy odrobinie zdolności ma możliwość wrzucenia czegoś, co (albo czego mutację) zobaczy cała reszta spoglądająca w ten kocioł. Jest subtelna granica pomiędzy tym, co może być (w tej samej formie oczywiście) powtarzane, a co już nie jest pożądane. Myślę, że granicę określa wola osoby, której ta informacja dotyczy. Rozpowszechnianie nowiny o ślubie nie będzie potępiane przez parę nowożeńców. Ale młoda para nie życzyłaby sobie, żeby wszyscy znali szczegóły nocy poślubnej. Postacie rozpuszczające plotki mówią zawsze o osobach innych, o osobach trzecich. Nie zastanawiają się, jak zareagowaliby na plotkę o ich samych. Gdyby ktoś potraktował ich tą samą bronią. Brak świadomości na temat konsekwencji. "Bohaterowie" owych plotek rzadko bywają zadowoleni, że są na ustach sporej ilości osób. Tutaj wskazuję na ogólną krzywdę wyrządzaną przez plotki. Ale jeśli rozpatrzyć to w sytuacji użycia plotki jako broni.. jeśli plotka jest odpowiednio przygotowana, to znaczy nie jest kłamstwem w żywe oczy, to ofierze trudno jest do końca zadać kłam plotce.. jeśli plotka ma jakikolwiek związek z prawdą - wystarczy, że jest to tylko lekkie aczkolwiek istotne ubarwienie pewnego zdarzenia, to ofiara nie jest stanie uargumentować swojego sprzeciwu niczym więcej niż swoim twardym stanowiskiem typu "tak na pewno nie było!" . Osoby zaufane będą jej wierzyć, nie zostanie do końca zmieszana z błotem, ale cios w postaci plotki i tak odniósł efekt... środowisko będzie pamiętać plotkę, będzie pamiętać te ubarwienie, będzie miało wyrobioną opinię (często opartą na tej właśnie nieprawdziwej plotce, czyli na kłamstwie; konkluzja - opinia będzie niesłuszna i krzywdząca)
Dlaczego plotkujemy?
Plotkujący posiada moc - teoretycznie złudną, ale czasem skuteczną - kreowania rzeczywistości. Plotkując o osobie nieobecnej tworzy jej nieprawdziwy obraz, który - mimo tego, jaka jest prawda – przylgnie na stałe do osoby omawianej. Osoba zachowująca się w sposób niezgodny z oczekiwaniami społecznymi, ogólnie przyjętymi normami swojego środowiska, zostaje ukarana przez otoczenie właśnie "oplotkowaniem". Plotkujący, który wnosi nowe informacje, ma szanse na poprawę swojej pozycji w grupie: skupia na sobie uwagę słuchaczy, a przekazując informacje równocześnie okazuje swój stosunek do osoby oplotkowywanej, wyrażając swoją opinię zarówno doborem słów, intonacją, jak i mimiką. Opowiadając o zdarzeniach niezgodnych z obowiązującymi w danej grupie zachowaniami, jednocześnie daje do zrozumienia, że sam uważa te zasady za obowiązujące.
"Umówił się z tamtą kobietą, choć podobno ona jest mężatką" - możemy zrozumieć jako: "Jak śmiał umawiać się z kobietą, która jest mężatką. Takich rzeczy się nie robi! Jestem oburzony na niego, że tak postąpił i na nią, że pozwala sobie na romanse, mając męża!". (Możemy się też pokusić o jeszcze inną interpretację: "Dlaczego ona umówiła się z nim, jeżeli wcześniej odmówiła mnie, tłumacząc, że jest mężatką? Będę o nich plotkować, aby ich ukarać.")
Plotkujący, mówiąc o innych, jednocześnie zaznacza, że on by w życiu nie zrobił czegoś podobnego, a opowiadanie plotki traktuje jako napiętnowanie osoby, której ona dotyczy. Plotkujący uważa się więc za osobę, która zna się na normach społecznych i ma moralne prawo (i obowiązek) oceniać innych. Czyli... poprawia sobie humor.
A tak naprawdę, plotki rodzą się z nudy, braku tematów do rzeczowej rozmowy. Najłatwiej jest omawiać zachowania innych, odpowiednio je koloryzując. Ciekawostką jest, że plotkujący - przed wygłoszeniem sensacyjnej wiadomości - najpierw przekonuje słuchaczy o swojej głębokiej niechęci do plotkowania i obmawiania bliźnich, zastrzega się, że nie jest pewny przekazywanej informacji, ale czuje się w obowiązku powiedzieć, to co wie. Równocześnie, przekazując komuś plotkę, pokazuje swoje zaufanie do tej osoby. Poufna wiadomość, powtarzana ściszonym głosem, ma charakter tajnego porozumienia między plotkującymi, a zaklęcia typu "Ale tylko Tobie to mówię" - jak żadne inne zapewniają plotce, że zostanie natychmiast przekazana następnej, zaufanej osobie. Plotkowanie wykorzystywane jest jako strategia w rywalizacji. Nic innego, jak plotka nie służy lepiej do niszczenia reputacji konkurentów.
Ale czy warto...czy warto plotkowac ??????
Dlaczego tak jest, dlaczego tak trudno przebaczyć? Dlaczego czasami można usłyszeć „ja mu,jej ,, tego nigdy nie przebaczę”? Myślę, że zdolność, umiejętność przebaczenia wiąże się bardzo mocno z umiejętnością kochania. Jeżeli nie kocham to bardzo trudno będzie mi przebaczyć.
Co sie powinno zrobic jesli osiagnęło sie swoje zyciowe cele?Czy należy wyznaczyć sobie nowe?Czy może po prostu dreptać w miejscu?Ale co wtedy robić z zczasem?>
Nie czuję się szczęśliwa ,ale nie jestem tez nieszczęsliwa.Czegos mi brakuje.Ale nie wiem czego!!!Kiedys cos musiałam sobie udowodnic...i juz to zrobiłam...ułozyłam sobie zycie,lecz ciciągle nie czuje sie w pełni zadowolona,Czuje niedosyt.A moze powinnam sie cofnac do samego początku i spróbowac zrobic to wszystko,czego wcześniej nie byłam w stanie zrobic?Kiedys ktos spytał mnie czy potrafie wyrazic swoje zyczenie,,, ale tylko jedno...I co ?? nie potrafiłam powiedziec tego zyczenia...Chyba bałam sie go zmarnowac,skoro miałabym prawo tylko do jednego...
Dlaczego nie ma we mnie tego spokoju wewnetrznego.
Czego ja tak naprawde pragnę ? Czego chcę?
Wiem tylko ze nie mogę zmarnowac ani minuty zycia.ZE musze je wykorzystac w 100 % i cieszyc się nim,,TYle wiem , tylko ciagle jeszcze nie wiem jak ....
Czy powinnam wrócic do punktu wyjscia czy kroczyc dalej przed siebie? ,,,
Kiedy człowiek jest młody,to mysli,ze ten stan bedzie trwał wiecznie.
Potem któregos dnia budzi się i stwierdza,ze juz przekroczył pięćdziesiątkę.
A to niestety oznacza,że strony z nekrologami,przestaja dotyczyć nieznanych starych ludzi.
Zaczynamy tam znajdowac nazwiska rówieśników,znajomych,przyjaciół....

15 maja już po raz kolejny będziemy obchodzili „Święto Niezapominajki”. To okazja, by dać dowód pamięci osobom nam bliskim – przyjaciołom, osobom, które kochamy, szanujemy i lubimy – by po prostu powiedzieć coś miłego komuś kogo się lubi. Niezapominajka staje się symbolem pamięci przyjaźni i miłosci.
Zeby związek z mezczyzną byl zdrowy, trzeba kochac go za to kim jest teraz a nie kochac go pomimo to kim jest dzis, lub w nadziei kim bedzie jutro, albo ze taki byl dobry kiedys..."
Tolerancja jest to szacunek dla wolności drugiej osoby, dla jej podglądów i zachowań. Tolerancja wyraża się w afirmacji odmienności, inności. Akceptacja ta nie jest bezwarunkowa, wiąże się z koniecznością respektowania podstawowych wartości, które są dorobkiem cywilizacyjnym człowieka.
Brak tolerancji - czyli brak dobrej woli i chęci zrozumienia - prędzej czy później prowadzi do eskalacji złych emocji, nienawiści a przez to krzywdy innych.
Czy nietolerancja może się wiązać z tym, że czegoś/kogoś nie rozumiemy, nie chcemy zrozumieć i zaakceptować, czy nietolerancja tkwi w nas, a tylko inni wywołują jej uzewnętrznienie?
Ta nietolerancja może tkwić w nas, jeżeli z góry zakładamy, że tylko my mamy rację. Brak dobrej woli i chęci zrozumienia drugiej strony jest jaskrawym przykładem nietolerancji.
Czy tolerancja ma swoje granice?
Tak, ma swoje granice. Np. jeśli wykracza ona poza powszechnie uznawane wartości cywilizacyjne. Każdy oczywiście ma też swój własny system wartości, dla kogos dla kogo jest jest to dekalog. nie bedzie tolerancyjny wobec poczynań, których celem ma być naruszenie godności drugiej osoby, czy też jej fizyczne unicestwienie.
Wiec badzmy tolerancyjni ale nie gódźmy sie w tej tolerancji na wszystko co złe ,niegodne,krzywdzace.
Coś się kończy...coś zaczyna, coś umyka w szarą dal, czegoś żal, czegoś brak, z łez się rodzi nowy kwiat, nowy świat, nowy wiatr, przywiał tutaj oboje was, przywiał sny, przywiał mgły, nowy świt. Coś się rodzi, coś zaczyna, dziś obudzi was ze snu Boży Dzwon, Boży Grom, Boży Dom. Przyjdzie wznieś Boży Schron z prostych serc ... z prostych rąk. Będzie dzień słońca cień, będzie noc w nocy mrok, w mroku... ON niech was strzeże, niech was wiedzie, z prądem, z wiatrem, w Eden, w Raj, gdziekolwiek jest na ziemi czy w niebie, Bóg was stworzył, Bóg połączył, Bóg rozdzieli.
***
zyczenia dla Arka i Agnieszki z okazji zawarcia zwiazku małzeńskiego....
21.04.2007 gdz.14.30
Kiedy jest sie młodym to łatwo uwierzyc , ze wszystkie marzenia spełnią sie.
A kiedy masz juz lat dziesci wiesz juz,ze nic w zyciu nie jest pewne.Wiesz, że dzis cos otrzymasz ,a jutro utracisz.
Ale wiesz tez ,ze niejedno mozna zachowac.Nie wszystko.Jednak miłosc,przyjaźń ,należy do tych rzeczy ,które zachowac można.
Ani to miłość kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe, duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze
W porównaniu z miłością, którą starszy pan darzy swoją żonę, miłość, którą przeżywamy za młodu, jest bardzo powierzchowna.
"Ogromny zabytkowy kościół w centrum miasta wypełniony po brzegi ludźmi i zewsząd dobiegającymi szeptami... Atmosfera niecierpliwego oczekiwania ...Przy ołtarzu stoi już pięciu księży, nieopodal elegancki pan we fraku... Wszystkie twarze zwrócone w kierunku głównych drzwi...I oto stało się!... Wśród odgłosów zachwytów i orszaku aniołków, po dywanie utkanym z aksamitnych róż, dostojnym krokiem ukazuje się oczom zgromadzonych piękna pani w sukni jak marzenie, białej, błyszczącej, z jedwabistym trenem, welonem przyozdobionym w kwiaty, zdającym się nie mieć końca...Twarz jej jest nieskazitelna... Niewyobrażalna doskonałość!...U jej boku z wielką dumą kroczy człowiek, z twarzą zdradzającą radość pomieszaną ze zmartwieniem... W końcu oddaje swoją córkę innemu człowiekowi!... I wreszcie dokonuje się długo oczekiwane!... Ona u jego boku... Za chwilę się zacznie... Tysiące oczu śledzi każdy ich ruch...Także pięciu fotografów i trzech kamerzystów... Żeby tylko nie popełnić żadnego błędu!... (...) Po skończonej ceremonii przyjmują tysiące życzeń i prezentów, a potem karocą zaprzężoną w 6 koni jadą do domu weselnego, prowadząc za sobą orszak setek samochodów...Na miejscu tańczą i jedzą do samego rana... Tak dokonuje się najważniejsza decyzja ich życia...Przy fajerwerkach, fanfarach...Mój Boże, ach cóż to był za ślub"
Taki kształt mają marzenia większości dziewcząt.
W końcu w tym wszystkim nie o to chodzi!
Kościół to nie teatr, a młodzi nie powinni byc aktorami.
Dlatego blizszy bylby mi taki slub...np
Slub na wyspie takiej z piękną plaża i pięknym niebieściutkim morzem....Ślub o zachodzie słońca Niebieska suknie slubna ,młozi trzymaja sie za rece patrza sobie w oczy i mówia o swojej wzajemnej miłosci,,,tylko oni i Bóg,,,jako najwazniejszy swiadek,,,,,
Czy tak nie byłoby uczciwiej ,?
Niejedna młoda kobieta marzy o białej sukni z welonem, bukiecie białych róż, wzruszającej uroczystości, kiedy wszyscy ukradkiem ocierają łzy. To, jak wiele osób twierdzi, najpiękniejsza chwila w życiu, którą zapewne wspomina się do jego końca. Jednak, z drugiej strony – ślub i wesele to przecież ogromny wydatek, czy nie lepiej wydać te pieniądze na umeblowanie mieszkania, albo fantastyczną wycieczkę? Czy naprawdę jest to potrzebne? Poza tym, co to tak naprawdę znaczy - być małżeństwem? Czy to może coś zmienić? Miłość nie zależy od tego, czy dwoje ludzi nosi obrączki, czy nie. Jednak w naszym kraju, instytucja małżeństwa to nie tylko piękny ślub, wesele i świadomość bycia „legalnie” razem. To także m.in. ułatwienia w rozliczaniu się, możliwość uzyskania informacji w szpitalu o stanie zdrowia partnera. Warto wziąć te fakty pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.
Kobieta nie goni za mężczyzną, bo kto kiedy widział, żeby pułapka goniła mysz.
Ktoś powiedział kiedyś że małżenstwo jest sztuką kompromisów. Myślę że tak! Dwoje ludzi ślubuje sobie bycie razem na dobre i na złe do końca swoich dni.Dwoje ludzi, dwie płcie i dwa różne- często- charaktery, a w tym wszystkim oprócz własnych ambicji czy potrzeb trzeba zrozumieć potrzeby i punkt widzenia drugiej strony zapominając na chwilę o sobie. Wydaje mi się, że cała sztuka bycia razem polega na tym żeby faktycznie być razem i wspólnie stawiać czoło wszystkim przeciwnościom. Zawsze pamiętać że najważniejszą osobą w moim życiu jest żona(mąż).
Dlatego pamiętajmy zawsze, że co by się nie działo i w jak trudnej sytuacji możemy się znaleźć to zawsze małżonkowie stanowią jedność i trzeba zapomnieć o "sobie" a myśleć o "nas".
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością
K>I Gałczyński





Dorośli obchodzą kościół i zatrzymują się czternaście razy jak na przystankach tramwajowych. Po drodze myślą, że idą za Jezusem.
Dzieci także pójdą tą drogą, ale zatrzymają się jeszcze na piętnastym przystanku.
Przystanek pierwszy
Ludzie nie chcieli, żeby Pan Jezus chodził po ziemi, żeby widział swoją Mamusię, przyjaciół, każdego kolorowego ptaka, szarego wesołego osiołka, żeby uczył religii.
Był niewinny. Niektórzy ludzie nie chcieli, żeby żył. Myśleli o tym, żeby zgasić Go jak światło, zdmuchnąć jak najwyższą świeczkę na choince.
Ile razy kłamiesz, czynisz coś niedobrego, dokuczasz, myślisz o kimś ze złością, aż ci się łapy trzęsą - stajesz się podobny do tych, co nie chcieli, żeby Pan Jezus chodził po ziemi.
Przystanek drugi
Pan Jezus bierze krzyż. Nie bał się go dźwigać.
Nie trzeba bać się tego, co trudne - czasem bolesne.
Pewien chłopiec chciał tylko skakać z radości, wąchać róże, trzymać na rękach kudłatego psa, zajadać wiśnie, kąpać się w rzekach ciemnych i jasnych, gwizdać na gołębie.
Trzeba jeszcze podejmować się tego, co trudne - pomagać mamie nieść siatkę z zakupami, odrabiać lekcje, choćby się wydawało, że każda lekcja ciężka jak krzyż.
Znaleźć dla kogoś dobre słowo, które leży zawsze niedaleko.
Przystanek trzeci
Pan Jezus upadł, ale nie skarżył się, że Go boli, nie chciał wszystkich jeszcze bardziej martwić.
Jeżeli w czasie wakacji potkniemy się o kamień, potłuczemy się - krzyczymy, jakby ktoś nas ze skóry obdzierał. Jedni jednak zaraz się gramolą i mówią: „Już mnie nie boli, do wesela się zagoi"; a drudzy ryczą bez przerwy, że ich boli.
Jak upadniesz - spróbuj się podnieść od razu. Wtedy będzie mniej bolało.
Przystanek czwarty
Pan Jezus szedł za miasto. Źli ludzie chcieli Go zabić. Patrzyli na wszystko jak na smutną zabawę w parku. Przy drodze stała Jego Matka z mokrą twarzą. Nie mogła Mu pomóc.
Kiedy byłeś mały, przytulałeś się do mamusi, biegłeś do niej, kiedy cokolwiek cię bolało.
Kiedy będziesz duży, przekonasz się, że czasem coś bardzo boli, ale i mamusia nie pomoże, musisz sam umieć cierpieć. Spotkać się z tym, co boli, sam na sam.
Przystanek piąty
Kto pomaga nieść krzyż Jezusowi? Nieznany nikomu człowiek, Cyrenejczyk. Zjawił się, żeby pomóc i odejść po ciemku. Najgorzej nie spotkać nikogo, kiedy ciężko. Ty także pomożesz Jezusowi, jeżeli nie będziesz stale narzekał.
Przystanek szósty
Nie wiemy, jak wyglądała Weronika, która wybiegła z tłumu, żeby otrzeć chustką twarz Jezusa. Może była niska, może wysoka, może miała na głowie kokardę jak czerwone kukuryku? Była nie tylko dobra, ale i odważna. Nie bała się pomagać Temu, na kogo wszyscy tupali jak łobuzy w klasie.
Każdy dobry musi być jednocześnie odważny, bo inaczej będzie dobrą ciapą.
Przystanek siódmy
Czasami ktoś upadnie, bo się za bardzo boi i dlatego się przewraca. Nie bój się, a będziesz szedł dalej.
Przystanek ósmy
Pan Jezus cierpiał, czuł się pewno jak ptak oskubany z piór, ale chociaż Go bolało - pocieszał innych.
Jeżeli masz kłopoty, coś cię boli, pomyśl, może innych bardziej bolą zęby, może komuś zimno, bo rura od centralnego ogrzewania pękła, może babci spadły okulary i nie widzi.
Jeżeli pomyślisz, że kogoś bardziej boli, stanie się cud - to, co ciebie bolało, wyda ci się mniejsze i nie takie ważne.
Przystanek dziewiąty
Czasami ktoś upadnie dlatego, że się śpieszy.
Pan Jezus upadł dlatego, że miał za ciężki krzyż i zrobiło Mu się słabo.
A ty czasem jesteś silny jak źrebak, ale przewracasz się dlatego, że się za bardzo śpieszysz.
Przystanek dziesiąty
Pana Jezusa okradli. Zabrali Mu wszystko.
Co Mu przyniesiesz, żeby nie był nagi, żeby Mu nie było zimno? Jeżeli podzielisz się z kimś chorym czy biednym swoim jabłkiem, śniadaniem, książką, jeżeli pomodlisz się za niego, podlejesz kwiaty, żeby nie uschły, odmieciesz śnieg, żeby ciocia kaloszy w nim nie pogubiła - to tak, jakbyś Pana Jezusa przykrył ciepłym swetrem, kocem, płaszczem nieprzemakalnym, który nie przecieka, choćby lało.
Przystanek jedenasty
Jak bardzo bolały Jezusa ręce i nogi.
Ile jest bólów w naszym ciele... Kiedy się ukłujemy, oparzymy herbatą, potłuczemy. Kiedy kot zadrapie, gęś uszczypnie, dokucza złamany paznokieć. Trudno nie beczeć, kiedy boli, ale uczmy się znosić mężnie każdy ból.
Przystanek dwunasty
Pewnemu chłopcu przyśniło się, że gospodarz, który zamiatał podwórko w pomarańczowym fartuchu - umarł. Chłopiec zaczął we śnie płakać, ale kiedy się rano obudził, zbliżył się do okna, wspiął się na stołek i zobaczył gospodarza. Wcale nie umarł. Zresztą ludzie patrzą na pogrzeby z orkiestrą i bez orkiestry i nie wierzą, że będzie śmierć.
Ale Pan Jezus umarł naprawdę i zrobiło się wtedy tak ciemno, jakby cały świat płakał.
Przystanek trzynasty
Zdjęli Pana Jezusa z krzyża. Byli przy tym ci, co Go kochali. Była Matka Boska z oczami czerwonymi od łez.
Płakali, ale wiedzieli, że Jezusa już nic nie boli, że odszedł do swojego Ojca.
Przystanek czternasty
Pan Jezus leżał w grobie. Grób był ciemny. Przywalony kamieniem. I na świecie było ciemno.
Na naszych cmentarzach są wiewiórki, ale tam ich nie było. Na naszych cmentarzach fruwają wróble i czasem skaczą po ciężkich grobach na cienkich nóżkach. Ale tam nie było wróbli. Wszystko było obce.
A teraz piętnasty przystanek
Wszyscy wiemy, że trzeciego dnia Pan Jezus odwalił ciężki kamień i wyszedł z grobu. Poprzewracali się ze strachu żołnierze stojący na warcie.
Stał się największy cud. Pan Jezus przychodzi do nas ukryty, ale żywy.
Uśmiechamy się niosąc święcone w koszyczkach. Bije wesoło dzwon. Mali, średni i dorośli wciąż klękają w konfesjonałach, spowiadają się, żałują, że byli takimi głuptasami i zwątpili w Pana Jezusa.
Raniutko każdy kogut pieje z radością od razu na czterech płotach.
Dziękuje za zyczenia ,za pamiec.
Było mi bardzo miło .Jeszcze raz serdecznie dziękuje.
Mam kochającego męża i sama bardzo go kocham. Dotąd nasz związek był szczęśliwy i poza drobnymi nieporozumieniami nie działo się w nim nic złego. Tak było do dnia, w którym nowy kolega z pracy posłał w moim kierunku porozumiewawczy uśmiech. Przyłapałam się na tym, że nie mogę oderwać od niego wzroku. Mieliśmy do załatwienia jakąś służbową sprawę. Szybko uporaliśmy się z nią, ale już wtedy wiedzieliśmy, że coś się między nami dzieje. Zaczęliśmy się spotykać. Coraz więcej i coraz częściej o nim myślę. Czy zaczynam kochać drugiego? Żonę kocham od dziesięciu lat, Hanię od roku. Z żadnej nie potrafię zrezygnować. Każdą kocham inaczej, choć nie umiem powiedzieć, którą mocniej. Kiedy jestem z żoną, wydaje mi się, ze to właśnie przy niej jest moje miejsce. Gdy przebywam z Hanią, nie wyobrażam sobie, że mogłaby nagle zniknąć z mojego życia. Staram się wtedy nie myśleć o żonie, domu, dzieciach... Coraz częściej jednak dręczy mnie pytanie: jak długo można żyć z rozdartym sercem? |
Podzielność uczuć jest możliwa. Kochamy kogoś, jest nam z nim dobrze i nagle zakochujemy się w kimś innym. Choć w naszym sercu wystarcza miejsca dla dwóch, to w pewnym momencie zamiast radości pojawia się smutek i rozdrażnienie. Cierpimy i często nie wiemy, co mamy zrobić - zerwać z tym pierwszym, czy może z drugim, albo po prostu odejść od obydwu?
Różne miłości, różne potrzeby
Wiele kobiet i mężczyzn tkwi w trójkącie uczuć. Dzieje się tak wtedy, gdy ta druga miłość nie jest aż tak silna, by zerwać stały związek. Trudno jednak z niej zrezygnować, bo nowy obiekt zaspokaja inne potrzeby niż stały partner. Bywa, że mąż jak nikt inny dba o dom, ale życie towarzyskie może dla niego nie istnieć. Ten drugi myśli wyłącznie o rozrywkach i poznawaniu nowych ludzi. W domu jest więc jeden, a poza domem drugi. Inna sytuacja: żona jest typem kobiety-kumpla, energiczna, świetnie zorganizowana, najlepiej czuje się w dżinsach i adidasach, nowa partnerka zaś wzrusza mężczyznę kruchością, delikatnością, dziecięcą szczerością uczuć.
Oto kilka rad, które mogą pomóc, gdy czujesz, że kochasz i męża i tego drugiego, lub żonę i tę drugą:
|
A jeśli to twój partner przeżywa rozterki sercowe?
|
Pierwszy dzien wiosny a takze Dzien Poezji pozegnam wierszem mojej uwielbioanej poetki Haliny Poswiatowskiej
pod drzewami - miłość
pośród ludzi - miłość
pośród deszczu
i w słońcu
odmieniałam pory roku
dokąd nie przyszła
teraz
jest tylko jedna pora roku
wiosna
Czy rzeczywiście należy dzieci karać?
Wszyscy błądzimy w szukaniu dobra dla siebie. Błądzą też nasze dzieci. Stąd też należy prostować ich szukanie dobra dla siebie. Temat karania winien być „ostatnim” tematem o wychowaniu. Z pewnością należy karać. Karanie posiada jednak swoje bardzo ściśle określone warunki. Jeżeli dziecko nie jest kochane, karanie będzie dodatkowym ranieniem dziecka. Karać dziecko mają prawo tylko ci rodzice, którzy je kochają. Bóg w Apokalipsie mówi o sobie: Ja wszystkich, których kocham, karzę i ćwiczę. Czym jest kara? Jest korygowaniem, które jest inspirowane miłością. W wychowaniu trzeba by odróżnić karę, jaką stosuje się w społeczeństwie wobec przestępców i karę wobec dziecka. Dziecko nie jest małym przestępcą. Jeżeli ojciec czy matka tak je traktują, to je krzywdą. Dziecko powinno jednak uczyć się odpowiedzialności za swoje postępowanie. Musi kojarzyć pewne swoje zachowania ze skutkami, jakie one wywołują. Jeżeli np. dziecko mimo tego, iż było wcześniej upominane kilkakrotnie, rozbije piłką szybę, wówczas trzeba wstawić nową szybę. Może ono uczestniczyć w konsekwencjach swojego czynu, ale na miarę swoich możliwości. Może dołożyć się ze swojego kieszonkowego na szybę. Gdyby jednak pozbawić dziecka kieszonkowego na kilka miesięcy, byłaby to kara okrutna. Kara wymierzona dziecku, nie powinna być narzucona, ale raczej zaproponowana. Sukcesem wychowawczym jest to, iż dziecko przyjmuje dobrowolnie karę. Dzieci są istotami bardzo rozumnymi. Mają duże poczucie sprawiedliwości i przyjmują łatwo „sensowne” kary. Jeżeli dziecko zawini, czuje, iż zawiodło, łatwo zgadza się na karę. Nawet w procesach penitencjarnych, kiedy przestępca przyznaje się do winy, dąży się do tego, by kara była ustalona w trybie pertraktacji.
Czy dzieci nalezy bic ?!
Jeżeli matka w odruchu gniewu da klapsa dziecku, nie jest to szczególny problem. Ważne jest wówczas, czy je kocha równoważoną miłością. Istnieje dzisiaj swoista fobia społeczna „bicia dzieci”. Dziecka nie wolno dotknąć fizycznie, ale jednocześnie wolno je zdemoralizować.
Nie powinno się stosować przemocy fizycznej wobec dzieci. Bicie dzieci jest wyrazem przemocy silniejszego nad słabszym. Dzisiaj nie karze się fizycznie dorosłych. Znęcanie się nad dzieckiem, dotkliwe cielesne kary są zawsze krzywdą, nieraz wielką krzywdą. Dzieci odbierają je jako upokorzenie. Takie kary są nie tylko naruszeniem osobistej godności dziecka, ale nierzadko wprowadzają dziecko w kompleksy niższości i obniżają jego poczucie własnej wartości. Częste karanie dzieci rodzi w nich odruch buntu i odwetu. W takiej sytuacji dziecko może „uodpornić się na jakiekolwiek karnie” ze strony dorosłych.
Zazdrość zabija miłośc,ale nie pożadanie.Bo pożądanie stanowi własnie prawdziwą karę zdradzonej namietności.Mezczyzna nienawidzi kobiety,która osmieliła sie zerwać miłosny pakt,ale ciagle ja pożąda,bo zdrada okazała się dowodem namietnosci.Rozstanie rzadko jest obojętne.Partnerzy obrazają sie,ponizają ,atakuja sie wzajmnie,tylko po to zeby nie mogli za szybko zapomniec o sobie, I pożadają sie nadal pod owym perwersyjnym imieniem erotycznej gotowosci jaka jest zazdrość.
Zazdrość zyje własnym zyciem wewnatrz naszego zycia.Dzwonimy do przyjaciól,pracujemy ,bawimy się ,ale przez cały czas zyjemy innym zyciem,
To zycie manifestuje się fizycznie wewnatrz naszego.Wyprawia nam cyrk w kiszkach.
Wsciekłe kołysanie podchodzi do serca i opada do trzewi.
Ból zazdrosci na ogól ukrywamy.,aby nie wystawic sie na współczucie lub nie daj Boze smiesznosć.Zademonstrowana zazdrość naraza nas na cudzy smiech.Zupełnie jakbysmy powracali do wieku dojrzewania ,kiedy wszytsko co robimy * sposób mówienia .chodzenia ,ubierania / moze stac sie przedmiotem smiechu innych.Dojrzewanie i zazdrośc oddzielaja nas od zycia,uniemozliwiają nam przezywanie go
Ten wierszyk niech bedzie podsumowaniem :
Każdy człowiek o czymś marzy,
Każdy człowiek o czymś śni,
A ja nie chcę wcale dużo,
Mnie wystarczy, abyś był...
Kiedy w sercu gości smutek
I gdy z oczu płyną łzy,
Nie potrzeba wcale dużo,
Bo wystarczy, abyś był...
Wtedy zjawia się na twarzy
Uśmiech i dodaje sił,
Czuję radość, czuję szczęście,
No bo obok jesteś Ty!
Przyjacielu, wiesz najlepiej –
Ja Cię bardzo potrzebuję,
I że jesteś, zawsze jesteś,
Za to właśnie Ci...dziękuję!
Wierzę w ciebie, przyjacielu.
Wierzę w twój uśmiech
- otwarte okno twojego istnienia.
Wierzę w twoje spojrzenie
- odbicie twojej uczciwości.
Wierzę w twoje łzy
- znak obecności w smutkach i radościach.
Wierzę w twoją dłoń
- zawsze wyciągniętą, by dawać i otrzymywać.
Wierzę w twój uścisk
- szczere przyjęcie twojego serca.
Wierzę w twoje słowo
- wyraz tego co kochasz i czego oczekujesz.
Wierzę w ciebie przyjacielu,
tak po prostu w wymowę ciszy.
ku przestradze ANi,Pati.Anrzeja, Kazika i im podobnym
Internet niesie za sobą niebezpieczeństwo kontaktów w których możemy spotkać się z próbą manipulacji. Część osób zupełnie zmienia swój wizerunek kreując się na zupełnie inną osobę. Jeżeli te kontakty są czysto towarzyskie i podchodzimy do niego z rezerwą to nie niesie to za sobą większego niebezpieczeństwa. Natomiast jeśli wierzymy we wszystkie informacje które otrzymujemy od osób to może nas spotkać duże rozczarowanie. Kontakty takie są powierzchowne i bardzo często może dochodzić do idealizowania osoby z która rozmawiamy.Bradzo czesto z inbetrenetu korzystają również osoby które w rzeczywistym świecie maja problemy bądź trudności z nawiązywaniem kontaktów. Ukrywanie się za ekranem monitora umożliwia nam ukrycie swoich problemów np. (komputer nie widzi jak osoba się czerwieni)Najczęściej ofiarami oszustw internetowych to osoby które maja dużą potrzebę bliskości spotkania kogoś jak też osoby które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej (rozstanie z partnerem). W takich sytuacjach jesteśmy bardziej podatni na manipulacje. Szczególnie ze strony osób które bardzo łatwo rozpoznają nasze potrzeby i mogą próbować nas wykorzystać. Bardziej podatne są osoby łatwowierne, jak również te które w Internecie szukają ucieczki od rzeczywistego świata.
Gdy poznajemy kogoś w realu widzimy tę osobę widzimy jak się zachowuje jak reaguje na to co mówimy jak również jesteśmy w stanie zaobserwować jej zainteresowanie nami lub brak takiego zainteresowania. Takie informacje dają nam większa możliwość do zweryfikowania naszych wyobrażeń i do ich urealnienia. Natomiast podczas kontaktu internetowego istnieje niebezpieczeństwo przeinterpretowywania informacji i często może się okazać. że rozmawiamy z naszym wyobrażeniem osoby a nie z tą osobą. Istnieje też ryzyko uzależnienia się od kontaktów internetowych które nie koniecznie miałby szanse rozwinąć się w realu.
Internet jest miejscem gdzie możemy spotkać wielu fajnych ludzi jak również wielu oszustów. Jest to miejsce podobne do lasu w którym są piękne i niebezpieczne miejsca. Ważne jest to czego my oczekujemy od znajomości internetowych. Czy jest to dla nas forma nawiązania znajomości, miejsce wymiany poglądów czy tez stanowi to dla nas jedyny sposób na poznanie bliskiej osoby. Nie wykluczam, że znajomości internetowe mogą przekształcić się w rzeczywistą przyjaźń, natomiast zalecałabym tu ostrożność.
To dziwne jak głeboko znamy jakąś osobe lub wydaje sie nam ze ja znamy,gdy jestesmy zakochani, nasiąknięci, przesyceni miłością-aby pózniej odkryć ,ze byc moze wcale nie znaliśmy jej tak dobrze,jak nam sie wydawało .albo że ona nas nie znał a tak dobrze jak mieliśmy nadzieje .Na początku zakochana osoba rozkoszuje sie kazdym słowem ,gestem, a nastepnie usiłuje utrzymać intensywność swojego uczucia tak długo jak to możliwe.Niestety jeśli para jest ze sobą dosc długo ta intensywnośc mija .Najczęsciej mija...A mzoe to naturalna potrzeba by ewaulowac od stanu bycia chorym z miłosci, do zycia z kims kto się także sie zmienia ?
JEŻELI ZDOŁASZ - Rudyard Kipling |
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 53839
moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parap...
więcej...moje wiersze,,,nie są to wiersze ambitne,,,,ulubione ksiazki,,,te ktore czytam ciagle,,te które miały wpływ na moje zycie i kuchnia moja oaza spokoju,,,moja terapia na zaganiane zycie,,,no i parapsychologia,,,,,i wogóle taki misz -masz.....
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: